Back to home
Austria, Niemcy, trekking, W PODRÓŻY

Schönau am Königssee – perełka Bawarii po sąsiedzku z Salzburgiem

Bawarię chciałam odwiedzić od dawna, od mojej wizyty w Saksonii, podczas której złapałam bakcyla na niemieckie górskie krajobrazy. Dlatego gdy planowałam trasę road tripa do Hiszpanii, od razu wpisałam na listę jezioro Königssee, uznawane za najpiękniejszy zakątek Bawarii.

Pierwszy dzień w drodze

Zastanawiałam się nad przystankiem w Pradze, jednak uznałam, że po pierwsze w stolicy Czech już kilka razy byłam, a po drugie, jest ona stosunkowo blisko i na pewno nie raz znajdzie się jeszcze okazja, żeby wpaść do sąsiadów. Nigdy natomiast nie byłam w Salzburgu, dlatego po przeliczeniu trasy postawiłam na ambitny plan przejechania na raz 1000 km, żeby na wieczór być już w tym sąsiadującym z Bawarią austriackim mieście. Dodatkowo dopingował mnie fakt, że w Salzburgu mieszka Ula z bloga The Adamant Wanderer, z którą internetowo kolegujemy się od lat – przegapić możliwość spotkania na żywo „swojego” człowieka? Nigdy! Za noclegiem w Salzburgu przemawiały też aspekty praktyczne: w tym malowniczo i strategicznie dla miłośników gór położonym mieście dużo łatwiej znaleźć budżetowy nocleg niż w będącym największą atrakcją Bawarii Schönau am Königssee. Po szybkiej analizie zdecydowałam się na hostel a&o Salzburg Hauptbahnhof, który oferuje noclegi w bardzo przystępnej cenie (łóżko w dormie nawet za niecałe 15 EUR). Do tego jest zlokalizowany w samym centrum Salzburga, co bardzo ułatwia zwiedzanie, szczególnie kiedy goni czas.

Piknik nad Jeziorem Asttersee

Pierwszy prawdziwy przystanek (czyli nie tylko „na siku”) zrobiliśmy już niemal na przedmieściach Salzburga, nad Jeziorem Asttersee. Zabawilibyśmy tam dłużej – woda otoczona górami, to jeden z moich ulubionych krajobrazów – ale zebrały się nad nami czarne burzowe chmury i ledwie zdążyliśmy wrzucić coś na ząb (oczywiście w piknikowym stylu, na brzegu jeziora), gdy zerwał się silny wiatr i zaczęło kropić. Położone nieopodal Jezioro Mondsee oglądaliśmy już tylko przez szybę samochodu oblewaną gęstymi strugami deszczu.

mini piknik nad Jeziorem Asttersee

Wieczór w Salzburgu

Nie jestem fanką zwiedzania miast (choć są wyjątki). Zdecydowanie bardziej lubię ich doświadczać. Dlatego w Salzburgu odpuściłam atrakcje turystyczne (oczywiście zwiedziłabym chociaż niektóre z nich, gdyby nie był to tylko krótki przystanek w drodze na górski szlak). Zamiast tego, wybrałam się na spacer wzdłuż linii trolejbusowej (do których mam słabość i uważam, że dodają one miastom uroku), wypatrując ozdobnej sztukaterii i herbów na fasadach mijanych budynków, aż doszłam do położonej tuż przy skalnym zboczu wzgórza Kapuzinerberg karczmy Urbankeller, serwującej lokalne specjały. Za namową mieszkającej tu od kilku lat Uli, zdecydowałam się na kasnocken, czyli wywodzące się właśnie z Salzburga, bardzo sycące, proste i pyszne smażone kluski z dojrzałym serem. Pycha! A do tego lokalne piwo w przemiłym towarzystwie. Zaczęłam czuć się jak na wakacjach.

Schönau am Königssee – perełka Bawarii

Rano wsiedliśmy w samochód i po 40 minutach jazdy trasą malowniczo wijącą się wśród gór, byliśmy już w Schönau am Königssee.

Najpopularniejszą atrakcją Schönau am Königssee są rejsy po Jeziorze Królewskim otoczonym skalistymi ścianami fiordów Alpejskiego Parku Narodowego Berchtesgaden. Widoki są przepiękne! Majestatyczne góry przeglądają się w lustrze szmaragdowo-zielonej wody, z ich ścian spływają wodospady. Można się patrzeć i patrzeć i nie mieć dość. Ale ja wolę oglądać piękno tego świata w ruchu i siedzenie na krzesełku wycieczkowego statku zostawiam sobie na późną (mam nadzieję, że bardzo późną) starość i do Schönau am Königssee przyjechałam, by wdrapać się na któryś z okolicznych szczytów.

Schönau am Königssee

Wyczytałam, że rejon ten oferuje 886 szlaków trekkingowych szaleństwo! Jako, że mój plan podróży zakładał, nocleg w Szwajcarii (z reguły tak nie gonię, ale po niemal pół roku bez opuszczania granic Polski nie mogłam się oprzeć pokusie aby zmieścić w tą 9-dniową trasę podróży jak najwięcej) w grę wchodziły tylko krótkie, kilkugodzinne wycieczki. Do tego mój towarzysz miał stosunkowo świeżą śrubę w kolanie i nie był pewien jak będzie się ten nowy „nabytek” sprawował na górskim szlaku. I tak wybór padł na dość łatwy trekking na szczyt Grünstein (1304 m. n.p.m.).

początek trasy na Grünstein

Trekking na Grünstein

Bez problemu znaleźliśmy tabliczki informujące, w którą stronę iść, by dojść do szlaku prowadzącego na Grünstein. Cała trasa (wraca się tą samą drogą) ma 7,2 kilometra, jest dobrze oznaczona i prosta, ale dość stroma (jak na 668 metrów przewyższenia). Początkowo wiedzie lasem, ale szybko odsłania przed nami piękną panoramę. Przepiękną! Do dziś pamiętam to uczucie w brzuchu, które rosło z każdym krokiem w górę. Z każdym krokiem w górę czułam się szczęśliwsza.

Mniej więcej w połowie szlaku jest widokowa ławeczka, a tuż przed samym szczytem bar, w którym można coś przekąsić lub napić się zimnego piwa. Ostatnie strome podejście przez las i jesteśmy na Grünstein.

Polecam tą trasę wszystkim, którzy nie mają zbyt wiele czasu lub nie są pewni, czy poradzą sobie na dłuższym trekkingu. Cała wycieczka Schönau – Grünstein – Schönau zajmuje 3,5 godziny (z przerwami na zdjęcia i małe co nieco na szczycie maksymalnie 4), więc nawet osoby o słabej kondycji powinny dać radę. Z kolei miłośnikom mocniejszych wrażeń szepnę, że na Grünstein prowadzi też Via Ferrata.

szlak na Grünstein
Via Ferrata na Grünstein
widok ze szczytu Grünstein
Via Ferrata na Grünstein

A komu w drogę temu… następny przystanek: Szwajcaria!


Plan całej podróży i linki do pozostałych relacji ze Szwajcarii, Francji i Hiszpanii znajdziesz w TYM wpisie.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

By Pojechana, 11 grudnia 2020 Człowiek od rzeczy niemożliwych, dziennikarka, pasjonatka podróży, miłośniczka gór i cienia palm. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".
  • 8

Pojechana

Człowiek od rzeczy niemożliwych, dziennikarka, pasjonatka podróży, miłośniczka gór i cienia palm. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

8 Comments
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dołącz do Pojechańców!

 

Zapisz się do newslettera i otrzymuj raz w tygodniu list z wskazówkami dotyczącymi jednego z Pojechanych kierunków podróży lub rady, jak zrobić sobie fajne życie. Weź udział w ekskluzywnych konkursach z nagrodami tylko dla Pojechańców.

 

Kliknij TU i zapisz się do newslettera!