Rowerem przez Pojezierze Gostynińskie – mazowieckie Mazury 18 komentarzy


Bardzo się ucieszyłam, gdy dowiedziałam się, że zostałam wybrana do reprezentowania województwa mazowieckiego w Turystycznych Mistrzostwach Blogerów organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną. Po pierwsze dlatego, że od jakiegoś już czasu chodził mi po głowie projekt Chodź NA Wisłę i właśnie zyskiwałam dodatkową motywację, by w końcu się za to zabrać. Po drugie, po kilku latach emigracji i podróży po odległych kontynentach, mam ogromny apetyt na poznawanie od nowa mojego ojczystego kraju. Perspektywa odkrycia jakiejś perełki pod samym nosem, w moim rodzinnym województwie sprawiła, że wprost przebierałam nogami na myśl o mikro-podróżowaniu po Mazowszu.

Tylko w Płocku

Wyposażona w rower, namiot i szeroko otwarte oczy, pojechałam szukać najciekawszych atrakcji Mazowsza do Płocka (który znałam do tej pory jedynie z kilku edycji festiwalu muzyki elektronicznej Audioriver) i nie zawiodłam się. I to nie dlatego, że w Płocku można zobaczyć jeden z najstarszych aktów lokacyjnych miast, z którego można wyliczyć, że Płock jest o 20 lat starszy od Krakowa. Również nie dlatego, że tylko w Płocku można odwiedzić najstarszą szkołę w Polsce- założoną w 1180 roku Małachowiankę i zobaczyć najbogatszy zbiór sztuki secesyjnej. Zachwyciłam się Płockiem, gdyż tylko w jego okolicach znajduje się jedyny na Mazowszu fragment krajobrazu polodowcowego: Pojezierze Gostynińskie – niezwykle urokliwe, małe „mazowieckie Mazury”, których leśnymi ścieżkami ruszyłam na rowerową wycieczkę.

Pojezierze Gostynińskie

Pojezierze Gostynińskie rozciąga się na powierzchni 390 kilometrów kwadratowych pomiędzy Gąbinem, Gostyninem i Włocławkiem, na lewym brzegu Wisły. Na terenie tym, dawniej nazywanym Puszczą Gostyńską, schowało się w sosnowych lasach około czterdziestu polodowcowych jezior. Te największe, jak Jezioro Lucieńskie, Zdworskie, czy słynne w nurkowym świecie Jezioro Białe, zachęcają do odwiedzin mnogością ośrodków wypoczynkowych, prywatnych kwater, barów i smażalni ryb (będąc w okolicy koniecznie wstąpcie do polecanej jak Mazowsze długie i szerokie smażalni „U rybaka”). Te mniejsze i te całkiem malutkie, kuszą dzikimi brzegami, ciszą i spokojem borów sosnowych, w których spotkać można sarny, jelenie, a nawet dostojne łosie.

Szlakiem atrakcji okolicy

Zwiedzanie Pojezierza Gostynińskiego zaczynam od słynnego na całą Polskę Stada Ogierów w Łącku, gdzie coś dla siebie znajdą zarówno początkujący (jazda na lonży), jak i bardziej doświadczeni jeźdźcy (jazda w zastępie). Stadnina oferuje również plenerowe jazdy konne zaprzęgami po okolicznych lasach i łąkach, a także oprowadzanki dla dzieci, oswajające maluchy z tymi pięknymi zwierzętami.

Ja chyba mam w sobie dużo z dziecka, bo najdłużej zatrzymuję się przy zagrodzie z kucykami. W końcu przywołuję się do porządku i by nie zagłaskać ich na śmierć, wsiadam na rower i podążając brzegiem Jeziora Łąckiego Dużego wjeżdżam na piaszczystą ścieżkę biegnącą przez las pachnący igliwiem i świeżo ściętym drzewem. Po horyzont nie widać żywej duszy, tylko zieleń. Ach jak przyjemnie.

W końcu dojeżdżam do ścieżki rowerowej z prawdziwego zdarzenia (wygląda na nówkę- sztukę, z czego okolice Płocka słyną), która prowadzi mnie aż do Jeziora Zdworskiego. Mijam ośrodki wypoczynkowe w popularnej Koszelówce, które przypominają mi trochę Krynicę Morską z czasów dzieciństwa (może i obecnych, nie byłam tam latami), lecz choć do Krynicy mam sentyment, szybko uciekam z obleganej koszelówkowej plaży i jadę odrobinę dalej wokół jeziora, by zaszyć się na schowanym w szuwarach ogromnym pomoście w Matyldowie, gdzie wśród nawoływania wodnych ptaków, czuję się jak na Mazurach.

Chętnie zostałabym tu dłużej, ale żołądek domaga się sprawiedliwości, wsiadam więc znów na rower i jadę dalej trasą wiodącą przez rozrzucone po polach wioski, do trasy rowerowej wokół Jeziora Górskiego i Ciechomickiego, która prowadzi mnie do smażalni Przystań Pełna Smaku położonej tuż obok hotelu Rusałka, gdzie na tarasie z widokiem na malutką plażę pałaszuję pysznego sandacza.

Na zakończenie dnia zaglądam jeszcze na imprezową plażę Patelnia w Grabinie, jednak jako że przebywając w naturze najbardziej cenię odgłosy natury właśnie, a styl muzyczny tej plażowej dyskoteki zupełnie nie leży w moim guście, po kilku minutach uciekam z powrotem na leśną ścieżkę- tam gdzie szumią drzewa, a nie głośniki.

Noc spędzam w otoczonej gęstym lasem agroturystyce Maciejówka w Korzeniu Rządowym, gdzie nad zarybionym stawem sympatyczna gospodyni serwuje mi na kolację pyszne pierogi ze szpinakiem, a do snu przygrywają żaby i świerszcze.

Najpiękniej jest zgubić się

Za cel drugiego dnia mojej rowerowej wycieczki obrałam znalezienie idealnego miejsca na rozbicie namiotu. Chciałam żeby było na dzikim brzegu jeziora, opustoszałe, w cieniu drzew i żeby miało to magiczne, nieokreślone „coś”, co chwyta za serce. A że dla podróżnika sama droga jest celem, cały dzień odkrywania kolejnych zakątków Pojezierza Gostynińskiego zapowiadał się wspaniale.

Moja trasa wiodła najpierw wokół największego na mazowieckim pojezierzu Jeziora Lucieńskiego, z czego duży jej fragment wzdłuż granicy urokliwego Rezerwatu Lucień, a następnie na plaże najsłynniejszego w okolicy Jeziora Białego. Jednak zanim oddałam się słodkiemu lenistwu na piasku, zatrzymałam się na postapokaliptyczną sesję zdjęciową w zdemolowanych rotundach upadłego PRL-owskiego ośrodka wypoczynkowego „Wodnik”, które wyglądają tak, jakby wszyscy z nich nagle uciekli, tak jak stali, zostawiając wszystko za sobą, jak przed jakąś zarazą. I jakby potem ta zaraza rzeczywiście przez „Wodnika” przeszła. Niepokojąca energia tego miejsca tak bardzo kontrastuje ze spokojem okolicy, że zdjęcia po prostu musiały wyjść świetne.

Jezioro Białe słynie z urody i… głębokości, która osiąga tu miejscami nawet 31 metrów, co czyni ten akwen nie lada gratką dla miłośników nurkowania. Ja co prawda pod wodę schodzić nie zamierzałam, ale Jezioro Białe tak bardzo było mi zachwalane przez wszystkich, komu wspominałam, że wybieram się w zielone okolice Płocka, że początkowo to na jego brzegu planowałam rozbić się z namiotem. Jednak już gdy dojeżdżałam do pierwszej plaży, mijając kolejne pola namiotowe, ośrodki wypoczynkowe, kwatery, restauracje i bary, wiedziałam, że choć piękna i doskonale przystosowana do goszczenia turystów jest to okolica, to zupełnie nie to, czego szukam.

I zgodnie z przypuszczeniami, szybko mnie znużyły turystyczne plaże nad Jeziorem Białym, skręciłam więc w leśną drogę prowadzącą do Jeziora Drzesno i… przestałam patrzeć na mapę. Jechałam wzdłuż łąk i skoszonych pól, mijałam małe wioski, zagajniki i zapomniany przez świat staw, w którego lustrze przeglądają się wysokie sosny, aż wjechałam na ścieżkę, która całkowicie zatopiła się w zieleni prowadząc mnie do bajecznego zakątka, gdzie na krańcu maleńkiej Skrwy Lewej (urocza rzeczka, ale na nazwie można sobie połamać język) początek swój bierze Jezioro Soczewka.

Zawładnięte przez oczerety brzegi złączył romantyczny mostek, po tafli wody płynęła rodzina łabędzi, a ja w tych okolicznościach przyrody „jak na zamówienie” czułam wyraźnie, że moje wymarzone miejsce na rozbicie namiotu jest już bardzo blisko.

Nie myliłam się. Zaledwie kilkanaście minut później stanęłam na skarpie na dzikim brzegu Soczewki, gdzie w cieniu sięgających nieba sosen rozwiesiłam swój hamak i rozstawiłam namiot. Czekając na zachód słońca nasłuchiwałam odgłosów wodnych ptaków i próbowałam wypatrzeć stukającego mi gdzieś nad głową dzięcioła.

Po orzeźwiającej kąpieli usiadłam w ostatnich promieniach mijającego właśnie dnia, chłonąc całą sobą otaczające mnie piękno i spokój. Natura przygotowała dla mnie jeszcze magiczny zachód słońca i spektakularny pokaz spadających gwiazd- czy można dostać lepszy prezent na dobranoc?

Na dzień dobry dostałam romantyczne mgły lewitujące nad taflą wody i radosny świergot ptaków zapowiadający kolejny piękny, słoneczny dzień. Musicie przyznać, że wyjątkowo hojne było dla mnie Jezioro Soczewka i że wyjątkowo piękne pojezierze skryło się w sosnowym borze w sercu Polski.


Wpis powstał we współpracy z Mazowiecką Regionalną Organizacją Turystyczną, w ramach Turystycznych Mistrzostw Blogerów organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną.

Podoba Ci się  ten tekst? Podaj dalej i pomóż Mazowszu wygrać!

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 komentarzy do “Rowerem przez Pojezierze Gostynińskie – mazowieckie Mazury