Regionalne smaki i smaczki: Sery Sandomierskie 11 komentarzy


Smakowanie lokalnej kuchni jest dla mnie dopełnieniem podróżowania- zapisana jest w niej historia kraju, regionu, społeczności, rodziny, niezwykłych jednostek. Dostęp do zdrowej, pozbawionej sztucznych dodatków żywności wytwarzanej z pasją, a nie produkowanej masowo w bezimiennych fabrykach, to dla wielu z nas przywilej. Sandomierz natomiast, znajduje się bardzo wysoko na liście moich ulubionych miast w Polsce. Ten otoczony sadami, malowniczo położony na nadwiślańskiej skarpie u podnóży Gór Świętokrzyskich dawny królewski gród z długą i burzliwą historią, pięknymi trasami turystycznymi szlakami zabytków architektury i pomników przyrody (tu muszę wspomnieć o moim ulubionym w Sandomierzu Wąwozie Królowej Jadwigi), nie tylko pięknie wygląda, ale i doskonale smakuje.

Smaki Sandomierza

Na liście regionalnych potraw i produktów Sandomierza znajdują się między innymi proziaki (takie chlebko- placki na sodzie, doskonałe na gorąco z masłem czosnkowym), krówki sandomierskie na śmietanie, kugiel (czyli regionalna zapiekanka ziemniaczana), bomby (pyzy), baniocek (ciasto dyniowe), pączek opatowski, placek drożdżowy z żurawiną, chleb koprzywnicki, masło chmielnickie, napar z suszonych liści winorośli, kiszonki, miody, wina i sery. A że do serów mam ogromną słabość, moje drogi musiały mnie w końcu zaprowadzić do małej wioski Drygulec, gdzie powstają Sery Sandomierskie od Dziedzica.

Serowy biznes w Drygulcu

U bram gospodarstwa położonego na kipiącym zielenią terenie wita mnie piękny biały niedźwiedź, który okazuje się psem o miękkim szczenięcym sercu- to znajda przygarnięta przez gospodarza. Po chwili wychodzi na przywitanie i on- ubrany w koszulę w kolorze poczciwych oczu, stylowe szelki i słomkowy kapelusz „Dziedzic na Drygulcu”: pan Mariusz Małkiewicz. Częstuje mnie zimną lemoniadą na miodzie (to prawdziwe zbawienie w taki upalny dzień), gościnnym gestem zaprasza za próg swojego domu, a wartką narracją do swojego świata.

Sery Sandomierskie to rodzinny biznes, a start opowieści umiejscowiony kilka gałęzi drzewa genealogicznego wstecz, daje piękne świadectwo przywiązania pana Małkiewicza do więzi rodzinnych. Między słowami wyczytuję również ogromną miłość do ziemi i pasję do prowadzenia biznesu. Pytam o początki przedsięwzięcia:

– Przez 47 lat prowadziłem wytwórnię kwaszonek, wprowadziłem do tego biznesu córkę, syn Maciej zajął się wytwórnią soków i kiszonek Megawita, a syn Marceli założył winnicę i winiarnię. Pewnego dnia Marceli powiedział: „Tato rób mi sery”. Więc robię.

To było 4 lata temu, na początku sery powstawały w garnkach, po dwóch latach serownia dorobiła się kotła.

– W tym roku w naszej serowarni powstanie 6 do 7 ton serów i myślimy o drugim kotle. Zatrudniamy 2 panie serwowarki, myślimy o zatrudnieniu kolejnej osoby. 50% produkcji idzie na potrzeby Winnicy Sandomierskiej prowadzonej przez mojego syna.

W planach są też kolejne udogodnienia na parkingu dla kamperów (Sery Sandomierskie odwiedza bowiem coraz więcej gości z zagranicy), uruchomienie sklepu internetowego i działania na rzecz pozyskania większej ilości grup zorganizowanych i klientów indywidualnych na degustacje, które odbywają się w przytulnej sali ze stylowym kominkiem.

Najważniejsza jest wiarygodność

Pytam gospodarza, co jego zdaniem jest najtrudniejsze w prowadzeniu serowarni:

– Biurokracja – odpowiada bez wahania.

A co jest najważniejsze w tym biznesie?

– Wiarygodność produktu. Dzisiejszy konsument, zrażony bylejakością masowej produkcji, nie ma zaufania do tego, co leży na sklepowych półkach. Dlatego zależało mi na stworzeniu swojskiego miejsca na wsi, takiego „po domowemu”, gdzie sery są wytwarzane i próbowane pod tym samym dachem.

To się panu Mariuszowi Małkiewiczowi udało: już od progu czuję się jak w domu, otoczona gościnnością i życzliwością gospodarza, który z pasją opowiada historie swoich biznesów, rodziny i ziemi. Który oprowadza mnie nie tylko po swojej wytwórni, ale też po prywatnych pokojach, gdzie pokazuje mi pamiątki rodzinne i czyta na głos wiersze własnego autorstwa. Na pożegnanie zostaję poczęstowana lodami i dostaję serowy podarunek na wynos: między innymi przepysznego Panicza z czosnkiem niedźwiedzim, który zajadam pisząc ten artykuł.

Sery Sandomierskie od Dziedzica

„U Dziedzica” wytwarzane są sery podpuszczkowe z mleka krowiego: Jaśniepanki, Panicze, Hrabianki, Zawisza Czarny, który dzięki dodatkowi popiołu drzewnego naprawdę jest czarny i Królewicze z domieszką wytrawnego wina. Sery występują w wersji naturalnej lub z dodatkami: czosnkiem niedźwiedzim, czarnuszką, ziołami prowansalskimi i kminkiem. Oferta została ostatnio poszerzona również o kozie „Świętokrzyskie sery od Kutery”. Wszystkie sery są ręcznie pakowane i nie zawierają konserwantów. Smakują obłędnie.

Gdzie te sandomierskie sery?

Manufaktura „Sery Sandomierskie od Dziedzica” znajduje się we wsi Grygulec, 30 km od Sandomierza.



Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

11 komentarzy do “Regionalne smaki i smaczki: Sery Sandomierskie