Festiwal Pannonica – folkowe święto muzyki, radości i różnorodności 1 komentarz


Już od 7 lat, w małej wsi Barcice w Beskidzie Sądeckim, a właściwie za Barcicami, w krzakach nad Popradem, dwójka marzycieli: Wojtek Knapik i Ula Nowak, wspierani przez barwną armię wolontariuszy, tworzą po środku niczego, coś wielkiego i pięknego: magiczny festiwal muzyki bałkańskiej, węgierskiej, cygańskiej i karpackiej – Festiwal Pannonica.

Ale co ja robię tu uuuuu?

Kocham festiwale muzyczne. Szczególnie te na łonie natury, daleko od miasta. Ale o muzyce „pannońskiej” wiem niewiele. Owszem, od zawsze mam słabość do kultury cygańskiej, co ze względu na mój styl życia wydaje się dość oczywiste. Może niektórzy z Was pamiętają, że swój samochodo- dom, którym podróżowałam przez Amerykę Południową nazwałam właśnie „Gypsy”? Owszem, uwielbiam klimat filmów Kusturicy – „Czarny kot, biały kot” oglądałam chyba 100 razy. Owszem, nóżka chodziła, gdy przysłuchiwałam się popisom ulicznych grajków w Chorwacji i Czarnogórze. Ale z lineupu tegorocznego Festiwalu Pannonica znałam tylko dwóch artystów (Gorana Bregović’a i Adama Struga), czyli jakby nic. Na Pannonicę pojechałam skuszona nie wielkimi nazwiskami w programie, a opowieściami o niezwykłej atmosferze i zauroczona pasją organizatorów, których miałam szczęście poznać kilka miesięcy wcześniej, a od których bije taka energia, że od samego słuchania jak mówią o Pannonice, robi się tak fajnie ciepło w brzuchu.

Już w drodze do Barcic (pociągiem, z przesiadką w Tarnowie) czułam, że będę się świetnie bawić. Nakręcała mnie też perspektywa zupełnie nowej roli, jaką miałam pełnić na Pannonice – miałam stać się częścią Inspire Camp, do którego zostali zaproszeni również inni blogerzy (na końcu mojej relacji znajdziecie linki do ich pofestiwalowych wpisów), co oznaczało akredytację prasową i dostęp do strefy bezpośrednio przed i za sceną, czyli możliwość obcowania z artystami i organizatorami, możliwość podglądania Festiwalu od środka.

Jednak to, co przeżyłam w Barcicach w ostatni sierpniowy weekend, przekroczyło 1000 razy wszelkie moje wyobrażenia.

Ogieeeń nie muzyka!

Muszę się Wam do czegoś przyznać: dwa dni siedziałam nad tą relacją, bo nie mogłam znaleźć wystarczających środków wyrazu, żeby opisać te wibracje, te emocje, żeby przekazać energię płynącą ze sceny i bijącą od publiczności na festiwalu w Barcicach. Bałkańskie rytmy poniosły mnie tak bardzo, że z koncertów, które najbardziej mi się podobały, nie mam żadnego ostrego zdjęcia- nie potrafiłam ustać w miejscu nawet na ten ułamek sekundy naciskania migawki (reporter jak widać ze mnie marny, imprezowiczka za to wyborna).

Absolutnym hitem pierwszego dnia festiwalu (i muzycznym odkryciem, które ze mną już zostanie), był ukraiński zespół LUIKU z charyzmatycznym liderem Dmytro Cyperdiukiem, jakby żywcem wyjętym z kadrów wspomnianego już przeze mnie Kusturicy. LUIKU miksują rytmy ukraińskie, bałkańskie, tureckie, rumuńskie, węgierskie i polskie z elektronicznymi brzmieniami, tworząc etniczno- elektroniczno- taneczny ładunek wybuchowy, który sam Dmytro nazywa „transkarpatia”. Energia, radość, charyzma biły ze sceny i porwały tłumy (i mnie).

Klimat wspaniałej zabawy doskonale podtrzymał macedoński zespół Kočani Orkestar, który przejął scenę po LUIKU. Ale ta romska orkiestra dęta najbardziej ujęła moje serce spontanicznym udziałem w muzycznym korowodzie, który po zakończonym koncertowym dniu, przeszedł przez festiwalowe miasteczko, prowadząc niestrudzonych imprezowiczów na skoczne after party.

Drugiego dnia festiwalu, w piątek 30 sierpnia, nad Pannonicą przetoczyła się gwałtowna burza. Nie ostudziło to jednak ani trochę gorących serc festiwalowiczów, czekających na występ największej gwiazdy tej edycji wydarzenia: Goran Bregović Wedding & Funeral Band.

I niby ok, kilkutysięczny tłum bawił się doskonale w rytm znajomych piosenek, ale… turbo energetyczny francuski kwartet strunowy Aälma Dili czerpiący z bogatego dziedzictwa kulturowego dawnej Jugosławii, który w wyniku pogodowo- transportowych zawirowań zagrał po, a nie przed główną gwiazdą, po prostu rozniósł scenę i wzniósł publiczność na zupełnie nowy poziom euforii i zabawy. To był ogień nie muzyka!

W sobotę – finałowy dzień festiwalu, tańczyłam podczas fenomenalnego koncertu Orkiestry Stefana Mladenović’a z Serbii – zwycięzców legendarnego Festiwalu Trąbki w Gučy, ale wspomnieniem, które najbardziej zapisze się w moim sercu z tego wieczoru, będą dreszcze przejęcia i łzy wzruszenia podczas nieziemskiego występu damskiego chóru Bulgarian Voices Angelite. To był koncert inny niż wszystkie, spokojny, wprawiający w zadumę – poruszający kontakt ze sztuką najwyższych lotów. Musicie, po prostu musicie posłuchać ich anielskich głosów!

No właśnie, tak bardzo bym chciała, żebyście poczuli chociaż małą cząstkę magii, która zadziała się w Barcicach. Tak bardzo, że choć nie lubię i nie umiem robić filmów, skleiłam kilka ujęć (wybaczcie ich jakość, nie planowałam powstania tego filmiku). Pannonica – ogieeeń nie muzyka!

Pannonica – celebracja radości i pięknego życia

Miłość do muzyki jest klamrą, która spina życie festiwalowej wioski i nadaje jej rytm, ale Pannonica to nie tylko koncerty. Przez trzy dni festiwalowicze mogą uczestniczyć w dziesiątkach aktywności utrzymanych w duchu hippie i slow. Są tu warsztaty malowania na jedwabiu, wytwarzania ziołowych kosmetyków, tańców węgierskich, szczęścia, filcowania, śmiechu, tkackie, kuglarskie, gry na bębnach afrykańskich i automasażu ( i to naprawdę tylko część dłuuuugiej warsztatowej listy). Można spłynąć pontonami Popradem, przenieść się w dziecięcy świat marzeń na pokazach puszczania gigantycznych baniek mydlanych lub posłuchać ciekawych wykładów. A przede wszystkim można (a nawet trzeba!) położyć się nad lub bezpośrednio w Popradzie i beztrosko wygrzewać się na słońcu i cieszyć niczym nieskrępowaną atmosferą relaksu i dobrej zabawy.

Tu się dzieje magia

Mnie w Pannonice urzekło najbardziej, jak jego uczestnicy spontanicznie organizowali się w twórcze podgrupy, jak razem śpiewali, grali na bębnach, trąbkach i gitarach. Urzekła mnie serdeczność, z którą spotykałam się na każdym kroku, uczucie wspólnoty i wolności – a wszystko to oprawione w niewidzialne ramy kultury, szacunku do siebie nawzajem i do matki natury.

Barcice pod koniec sierpnia tętnią życiem, radością i miłością do wspólnego przeżywania muzyki. Tu się dzieje magia.


Materiał powstał dzięki uczestnictwu w Inspire Camp 2019 prowadzonym przez Organizatora 7. edycji Pannonica Festival. Dziękuję za tą piękną przygodę!

Zachęcam Was do zapoznania się z relacjami z Festiwalu Pannonica pozostałych uczestników Inspire Camp 2019:


Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “Festiwal Pannonica – folkowe święto muzyki, radości i różnorodności