Back to home
refleksje, życie we Francji

Nowa praca, nowy dom, czyli bierz życie w swoje ręce!

Kilka tygodni temu przyznałam Wam się, że nie chce mi się już jechać… Zamarzył mi się dom, bezpieczna przystań, do której mogłabym wracać ze swoich kolejnych podróży. Zatęskniłam ze własną lodówką, zdrową kuchnią, zawsze ciepłą wodą i miękkim ręcznkiem. Zatęskniłam też za codziennymi obowiązkami, własnym biurkiem, przy którym mogłaby powstać kolejna książka i nowymi wyzwaniami (o zgrozo!) zawodowymi. Wspomniałam Wam też, że znaleźliśmy miejsce, które ma szansę stać się naszym domem. Nie ogłosiłam co to za miejsce, bo w głowie kłębiło się jeszcze mnóstwo wątpliwości, a gdzieś głęboko w sercu zagnieździł się strach (tak, strach), czy przeprowadzka na akurat ten koniec świata, to dobra decyzja.

Gdy w połowie października wracaliśmy do Europy po 15 miesiącach w podróży przez Azję i Amerykę Południową, z coraz mniejszym entuzjazmem, z coraz większymi wątpliwościami rozmawialiśmy o naszym planie, a planem było, że w maju wracamy do Ekwadoru. Tak, to w Ekwadorze mieliśmy zamiar osiąść na stałe, to w Ekwadorze mieliśmy zakładać swoje firmy, to w Ekwadorze mieliśmy próbować znaleźć nowych przyjaciół. Wracaliśmy z myślą, że zobaczymy co przyniosą nam najbliższe tygodnie, dając sobie czas na przekonanie się do tej ważnej decyzji.

Alternatywą od początku była Francja. Moimi argumentami przeciw od początku były wysokie koszty życia, brak możliwości znalezienia pracy i brak znajomości języka francuskiego. Wierzcie mi lub nie, ale znajomość języka obcego nie spływa magicznie na nikogo przez fakt dzielenia życia z Francuzem, słówka nie przechodzą przez dotyk (a dotykam go dużo, tu chyba wątpliwości nikt nie ma). Za brakiem znajomości języka podąża zaś niemożliwość znalezienia pracy, a to z wysokich kosztów życia tworzy mur nie do przeskoczenia. Jednak jeszcze zanim wsiedliśmy na pokład międzykontynentalnego samolotu w drodze do Europy, mój partner już wiedział, że we Francji czeka na niego ciekawa propozycja pracy. Chwilę potem wspólni znajomi zaproponowali wspólny wynajem domu we francuskich Alpach. Nagle stałam o krok od zrealizowania trzech marzeń: życia w małej wiosce w górach, gdzie w cieple kominka będą powstawać kolejne strony moich kolejnych książek, dzielenie codzienności z grupą przyjaciół mieszkających pod jednym dachem i rozwijanie swojej kiełkującej wspinaczkowej pasji. Na drodze stały te dwie kwestie: znajomość języka i pieniądze. Języka można się nauczyć- to oczywiste. Życie można sobie zorganizować nawet bez jego dobrej znajomości (tak jak mi się to udało zrobić w Chinach). Ale skąd wziąć pieniądze na drogie życie we Francji, jeśli przychody z bloga pozwalić mogą na sfinansowanie codziennych potrzeb raczej w taniej Tajlandii?




Nie lubię, gdy pieniądze, a raczej ich brak, krzyżują mi plany. Nie lubię, gdy moi bliscy muszą rezygnować z czegoś (tu perspektywy świetnej pracy) z mojego powodu. Nie lubię iść na łatwiznę, nie lubię się bać. Nie chcę zmuszać partnera do podejmowania ryzyka, do którego sama nie jestem przekonana (tu naszych planów dotyczących Ekwadoru). Nie wyobrażam sobie spędzenia życia będąc finansowo na nim uwieszona. Niezależność to coś, czego zaraz obok miłości bardzo potrzeba mi do szczęścia. Postanowiłam więc wziąć sprawy w swoje ręce i poszukać nowych możliwości pracy.

Zastanowiłam się co umiem, co lubię, w czym jestem dobra, wydrukowałam wizytówki i zabrałam się do pracy. Najpierw poszłam na międzynarodowe targi turystyczne. Nie czekałam na specjalne zaproszenie, na dedykowane spotkanie. W zamkniętym dla zwiedzających dniu branżowym, wchodząc na przysługującą mi jako blogerce wejściówkę medialną podchodziłam do stanowisk krajów, których organizacjom turystycznym (zajmujących się promocją danego kraju lub regionu) w mojej ocenie mam coś do zaoferowania w ramach biznesowej współpracy. W większości przypadków spotkałam się z dużym zainteresowaniem, czego wynikiem są toczone przeze mnie aktualnie negocjacje dotyczące wyjazdów sponsorowanych. Następnie odezwałam się do firm, którym (również w mojej ocenie) miałam coś do zaoferowania. Coś, co wyróżniało mnie na tle innych potencjalnych kandydatów. Potencjalnych, bo żadna z tych firm nie prowadziła rekrutacji. I wiecie co? Moją kandydaturą były zainteresowane wszystkie (!) firmy, do których się odezwałam. Wybrałam tą, o której najwięcej wiedziałam, która dobrze mi się kojarzyła i z której właścicielką od razu się jakoś tak fajnie, po babsku dogadałam. W ten sposób zaczęłam współpracę z Discover Asia organizującą wyprawy z plecakiem na mój ukochany kontynent. Jeśli chcielibyście pojechać z Pojechaną- przewodnikiem do Kambodży, Tajlandii lub Indonezji zajrzyjcie TU.

Nie czekałam na cud, nie płakałam nad swoim losem, nie czekałam na odpowiedni moment, sprzyjającą sytuację. Czy się bałam? Oczywiście! Czy się wstydziłam? I to jak! Jednak co miałam do stracenia? Stwierdziłam, że tak naprawdę niewiele. Wzięłam więc realizację swoich marzeń w swoje ręce, tu i teraz, dzięki czemu siedzę właśnie przy kominku w domu w małej wiosce we francuskich Alpach i z uśmiechem myślę o nadchodzącym nowym roku, bo wierzę, że kiedy wszystko się dobrze układa, to znak, że wybraliśmy dobrą drogę. A piszę Wam o tym, bo wierzę też, że samo się nic nie zrobi, fajne życie musimy zrobić sobie sami. Podwijajcie więc rękawy i do roboty!


Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

By Pojechana, 13 grudnia 2016 Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".
  • 49

Pojechana

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

49 Comments
  • Maddalena Spiwak
    13 grudnia 2016

    Gratulacje i powodzenia Aleksandra! Beata Nykiel jest nadzieja, jest inspiracja :)

  • Agnieszka Czarnocka
    13 grudnia 2016

    Zawsze, ale to zawsze, jeśli bardzo chcesz żeby było dobrze to będzie! Powodzenia kochana :) Pisz te książkę już bo czekam ;)

  • Sylwia Pietrzykowska
    13 grudnia 2016

    gratulacje ,powodzenia ;)

  • Nadia vs. the World
    13 grudnia 2016

    Świetna wiadomość. Miłego mieszkania i powodzenia w nowej pracy. Wiedziałam, że dasz sobie radę :). I przeczuwałam, że zastanawialiście się nad Ekwadorem ;).

  • Anna Nadia Bandura
    13 grudnia 2016

    Good for you :D. To będzie piękny rok :).

  • Państwo na walizkach
    13 grudnia 2016

    Potrafisz zmotywować dziewczyno! Dzięki za ten tekst i powodzenia we wszystkim!

  • Jerzy Ostrowski
    13 grudnia 2016

    tzw.kop motywujący zawsze jest wskazany

  • Anna Lysakowska
    13 grudnia 2016

    Super! Moze cie odwiedze bo tam pieknie

  • Justyna
    13 grudnia 2016

    A gdzie zdjęcia domku w Alpach i okolicy domku w Alpach?:) plis plis :)
    No i gratulacje. Super, że Ci się wszystko ułożyło tak, jak chciałaś :)

  • Beata Chybalska
    13 grudnia 2016

    Super …. gratuluję… wszystko wskakuje na TWOJE tory☺

  • Izabela Ryba
    13 grudnia 2016

    Super! Domku w górach najbardziej zazdroszczę <3 Uważaj, bo jak za długo tam pomieszkasz, możesz już nigdy nie chcieć wrócić na stałe do miasta :D Ja po kilku miesiącach w wiosce w Bieszczadach próbuję sobie układać życie w mieście około 100 tysięcznym i czasem złoszczą mnie tłumy :)
    Super, że udało Ci się znaleźć pracę zgodną z zainteresowaniami, taką, która będzie sprawiać Ci frajdę. Powodzenia!

  • Sylwka Wojewutka
    13 grudnia 2016

    3mam kciuki żeby wszystko było tak, jak sobie wymarzyłaś! Widoki masz już jak z bajki..

  • Anita Kwiat
    13 grudnia 2016

    Jestem pełna podziwu.Motywujesz do działania !

  • Karo
    13 grudnia 2016

    Droga Olu,
    Czytam Twoje wpisy już jakiś czas I chciałam Ci bardzo serdecznie pogratulować, że daszysz do celu I swoim optymizmem I wiarą sprawiasz, że dajesz radę bo zawsze na to zasługujesz. Pragnę Ci także podziękować, bo dzięki Twoim wpisom sama mam ochotę podążać za swoimi marzeniami I nie poddawać się. Pozdrawiam z chłodnego Brighton u boku mojego Węgra. Życzę Ci wszystko co najlepsze I powodzenia w nauce francuskiego, wierzę w Ciebie, a jeśli zwatpisz w siebie to napisz do mnie, chętnie Cię zmotywuje, tak jak to Ty motywujesz mnie swoimi wpisami.

  • Milena Dąbrowska
    13 grudnia 2016

    Świetny wpis! Gratuluję przełamania strachu i wstydu! Jeśli się czegoś bardzo chce, to można znaleźć sposób. Trzymam mocno kciuki!!!

  • Agata M. Àgueda
    13 grudnia 2016

    No i super Da sie. Zawsze. A ten jezyk „na dotyk” to ciekawa sprawa. Ja tak „na dotyk” ogarniam holenderski ;) W marcu bede w Alpach, wiec bede pozdrawiac wszystkie urocze domki. Byc moze w ktoryms Cie znajde hihi. Powodzenia!

  • Barbara Halasek
    13 grudnia 2016

    Gratulacje za odwage i pomyslowosc!! Powodzenia!!!

  • Eve
    13 grudnia 2016

    Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo potrzebowałam takiego wpisu!!! Właśnie mam chwilę kryzysu związaną z niskimi zarobkami, tym, że na codzienne wydatki mi nie starcza a w głowie mnóstwo planów podróżniczych, na które mnie nie stać :( Uczę się programowania, aby w przyszłości mieć w pełni zdalną pracę i zarobki pozwalające na podróżowanie po całym świecie… i właśnie przypomniałaś mi, że musi być pod górkę, żeby później mogło być z górki :) Biorę się do pracy, bo samo się nie zrobi :)

  • Olga Cole
    13 grudnia 2016

    Czad! powodzenia :))

  • Martyna Cecerko
    13 grudnia 2016

    Dobry fryz milordzie :-D

  • Beata - Viennese breakfastb
    13 grudnia 2016

    Domek z kominkiem w Alpach, tyle, że na ich drugim krańcu – ech…też mam go w marzeniu :)
    W ciekawym momencie przeczytałam twój wpis. Dodałaś mi odwagi, nie ma co się zastanawiać dłużej czas na mój ruch.
    Powodzenia Olu!

  • Ola
    13 grudnia 2016

    Ach! Mieszkam niedaleko Annecy! W przyszłym tygodniu tam zawitam! :)

  • Patryk Raczyński
    13 grudnia 2016

    Najlepszy wpis ever! Powodzenia!;)

  • Karolina Osinska
    13 grudnia 2016

    Annecy ☺piękno miasto hmm..i to jezioro – bajecznie. Powodzenia ☺

  • Magda PoraSki
    14 grudnia 2016

    Chcesz i masz! Proste! Ważne by widzieć czego sie chce ;)

  • Magdalena Bodnari
    14 grudnia 2016

    Ale super! Załóż czapkę!

  • Ola
    14 grudnia 2016

    Wybralas najfajniejszy kraj! Kocham Francje i tez mam swojego Francuza. Ja mialam sto razy latwiej, bo mowilam juz po francusku jak sie poznalismy. Jakbys potrzebowala pomocy jezykowej przez skype to smialo! Pozdrawiam z wyjatkowo dzis slonecznej Brukseli.

  • Adriana JL
    14 grudnia 2016

    Annecy! Zazdroszczę, byłam tam kiedyś z chłopakiem (a teraz już mężem) na turnieju MtG, po raz pierwszy korzystaliśmy tam z couchsurfingu. Chyba nigdzie nie spotkałam do tej pory tak otwartych i ciepłych ludzi jak tam. Potrzebowałam takiego wpisu, bije z niego pozytywna energia. Bardzo mi się spodobało, że otwarcie napisałaś o tym, że się bałaś i wstydziłaś – mnie często strach i wstyd blokują przed zrobieniem czegoś. Ale dałaś radę i ja też dam! <3

  • littletownshoes.com
    15 grudnia 2016

    Ola najserdeczniejsze gratulacje! Fajna decyzja – wiem co piszę bo podjęłam bardzo podobną jakiś czas temu i bardzo sobie chwalę. Zgłosimy się na pewno planując podroż – swoja droga jak będziecie się wybierając się do Nowego Jorku to ja tez zapraszam :) Trzymam kciuki. <3

  • manala
    17 grudnia 2016

    Gratulacje Alex, czytam uśmiechając się do ekranu! Brawo :)

  • Piotr
    18 grudnia 2016

    Podziwiam za odwagę :) Powodzenia i spełniaj marzenia :) Pozdrawiam

  • Podróże Zwykłych Ludzi
    18 grudnia 2016

    Świetny, pełen pozytywnej energii post. Trzymamy kciuki! :)

  • Wnuczykije
    19 grudnia 2016

    Aaaale się zainspirowałam! :) Potwierdza się prosta, choć nie dla wszystkim logiczna prawda – siedząc z założonymi rękoma i czekając na cud, nie osiągniemy zbyt wiele. trzeba działać i jeszcze raz działać! :) Pozdrawiam

  • Marta
    20 grudnia 2016

    zazdroszczę odwagi, tylko uczyć się od Ciebie !

  • ZaciszeMielno
    20 grudnia 2016

    Również gratuluję i życzę powodzenia na dalsze podróże:) Piękny tekst

  • Agata
    26 grudnia 2016

    Ty zawsze sobie poradzisz ;)
    Trzymam kciuki za nowy rozdział tej historii!

  • Elsat
    29 grudnia 2016

    Super! Moje serdeczne gratulacje! :)

  • Jarek
    31 grudnia 2016

    Witam serdecznie,

    Znamy sie z Adrianem od czasu kiedy pracował w Europolu.
    Mieszkam w Annecy.

    Pozdrawiam Serdecznie
    Jarek 06 01 85 27 60
    electricienannecy.fr

  • Justyna S
    6 czerwca 2017

    Czesc!

    Czy mozesz polecic jakies miejsce na nocleg w Annecy?
    Kolejny bedzie w Chamonix-Mont-Blanc:-)
    Jakies piekne miejsca ktore mozna zobaczyc w Annecy a o ktorych nie wspominaja w przewodnikach?

    2 tygodnie do wyjazu!
    Juz nie moge sie doczekac:-)
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Paulina
    18 października 2017

    Trafiłam na Twojego bloga i instagram 2 tygodnie temu, kiedy postanowiłam ewakuować się z Warszawy i zrobić sobie gap year przed pójściem do „poważnej pracy”. :) Opętały mnie zdjęcia z Annecy. Zaplanowałam ponad 3 tygodniowy pobyt w tym miasteczku jako kolejny etap podróży po bliskiej Europie. I teraz zastanawiam się, czy listopad/grudzień to dobry czas i czy w ogóle dobry pomysł? Bo 3 tygodnie to ani typowa turystyka ani życie. A koszty nie małe. Nie ukrywam, że najbardziej skusiły mnie te inspirujące widoki, jednak ta pora roku to ani niesamowite słońce ani lśniący śnieg. Czy możesz mi doradzić, czy jest tam „co szukać” na taki 3 tygodniowy przystanek?
    Pozdrawiam i dziękuję za inspirujące wpisy. :)

  • Marcin
    26 grudnia 2018

    Ja etap posiadania domu, czy mieszkania mam już za sobą… przynajmniej na jakiś czas :) Postawiłem na zwiedzanie i przygodę. Wynajmowane mieszkanie też jest ok, a panujący w nim minimalizm idealnie mi odpowiada, chociaż przyzwyczajenie się do tego zajęło mi trochę czasu.
    Po 5 latach na emigracji wreszcie przyszedł czas na efektowne podróżowanie, bo pozwala już na to zasobność portfela. Myślę, że to wszystko wymaga czasu i poświęcenia, tylko my nie bardzo lubimy czekać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dołącz do Pojechańców!

 

Zapisz się do newslettera i otrzymuj raz w tygodniu list z wskazówkami dotyczącymi jednego z Pojechanych kierunków podróży lub rady, jak zrobić sobie fajne życie. Weź udział w ekskluzywnych konkursach z nagrodami tylko dla Pojechańców.

 

Kliknij TU i zapisz się do newslettera!