POJECHANY rok – podsumowanie 2018 2 komentarze


Minął kolejny rok (a nawet styczeń nowego roku śmignął nie wiadomo kiedy) i choć moim zdaniem każdy czas jest tak samo dobry na podsumowania, radość z osiągnięć i wyciąganie lekcji z porażek, dopełniam wieloletniej już tradycji i zapraszam na podsumowanie minionego POJECHANEGO roku.


STYCZEŃ

2018 rok przywitałam we francuskich Alpach (wtedy jeszcze tam mieszkałam), ale już za chwilę relaksowałam się z przyjaciółmi w pływającym domku w Mielnie i testowałam stoki narciarskie w Zakopanem. A potem zrzuciłam ciepłe ciuchy i poleciałam zarażać kolejną grupę fajnych ludzi miłością do Azji i świeżych kokosów. Tym razem pilotowałam wycieczkę do Kambodży z krótkim przystankiem w Bangkoku.

LUTY

Luty podzieliłam po równo: na zabawę zimą w moim francuskim Annecy, gdzie odkrywałam uroki okolicznych resortów narciarskich i pracę pilotki na filipińskich rajskich plażach (no dobra, nie tylko na plażach, ale na plażach było najfajniej).

MARZEC

W marcu korzystałam na całego z uroków mieszkania w Alpach (narty, rowerowe przejażdżki z widokiem na ośnieżone szczyty, narty, zimowe spacery nad jeziorem i… narty). Wpadłam też na kilka dni do Polski na wycieczkę Karpackim Szlakiem Wina.

KWIECIEŃ

W kwietniu zaskoczyłam wszystkich, a najbardziej chyba samą siebie i po prawie 6 latach podróży i emigracji, zamieszkałam z powrotem w Warszawie, która przywitała mnie z otwartymi ramionami (za co jestem meeeega wdzięczna wszystkim MOIM ludziom). O motywach mojej decyzji możecie poczytać TU.

MAJ

Majówkę spędziłam na finale Auto Stop Race we włoskiej Calabrii, gdzie przeprowadziłam prelekcję o road tripie przez Boliwię i w świetnym towarzystwie bawiłam się na pool party (za dnia) i koncertach (w nocy). W Polsce też się działo: spotkanie z moją najlepszą na świecie NatGeo Adventure Team na rozdaniu Travelerów, kilka dni na Zatoce Gdańskiej na pokładzie przepięknego mahoniowego klasyka, grille w ogródku, wypad do Torunia i Gdańska z przyjaciółką, kajaki, rowery i mnóstwo słońca.

CZERWIEC

Czerwiec zaczęłam od zgarnięcia obydwu głównych nagród na Festiwalu Podróżników w Środzie Wielkopolskiej. Wpadłam jeszcze do Lublina, Krakowa, Okuninki i Berlina, a potem zabrałam przyjaciółkę na weekend w magiczne miejsce na Podlasiu: do Uroczyska Zaborek. Było pięknie i smacznie, ptaki śpiewały, świat zwolnił.

Co jeszcze wydarzyło się w czerwcu? W czerwcu działo się warszawskie lato jak marzenie. Aj, zakochałam się w moim mieście na nowo.

LIPIEC

W lipcu poleciałam na dwa tygodnie pilotować wycieczkę po Malezji (gdzie odwiedziłam jedno z moich ulubionych azjatyckich miast: George Town), wróciłam po latach na festiwal Audio River na płockiej plaży i pozostając w klimacie nadwiślańskich plaż, tylko że warszawskich, zaczęłam realizację projektu w ramach Turystycznych Mistrzostw Blogerów organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną. Projektu, z którego jestem wyjątkowo zadowolona i dumna: Chodź na Wisłę.

SIERPIEŃ

Siepień upłynął mi pod znakiem odkrywania Mazowsza, które reprezentowałam w ramach Turystycznych Mistrzostw Blogerów, czego efektem są dwa projekty: Pojezierze Gostynińskie rowerem (a tam hamak rozwieszony między strzelistymi sosnami, kąpiele w jeziorze, noce pod namiotem- jak ja lubię polskie lato) i Mazowsze Chopina rowerem (taka byłam rowerowo konsekwentna, a co).

Również w sierpniu, na zaproszenie BMW, spędziłam kilka dni w słowackich Tatrach, gdzie spełniło się jedno z moich marzeń i poleciałam Cessną (i siedziałam jako drugi pilot- tylko siedziałam, ale… o mamo, jaka frajda!).

WRZESIEŃ

We wrześniu wybrałyśmy się razem z moją przyjaciółką Oliwią z The Ollie do Gruzji, gdzie podjęłyśmy się próby wejścia na Kazbek. Mimo iż nam się nie udało (a dlaczego, możecie TU przeczytać), była to zdecydowanie moja największa przygoda 2018 roku. Wybrałyśmy się też na trekking w dolinie Truso i w bajecznej okolicy Juty, do Tbilisi i romantycznego Sighnaghi.

Udało mi się też wyskoczyć do Łodzi na Festiwal Światła (kurcze, nie wiedziałam, że Łódź jest taka fajna) i do Wieliczki, gdzie na gali w Kopalni Soli odebrałam… tan da da dam… nagrodę za zajęcie II miejsca w Turystycznych Mistrzostwach Blogerów!

PAŹDZIERNIK

Wspinaczka w Jurze Krakowsko- Częstochowskiej, żagle na Zatoce Gdańskiej, spacery po Górach Świętokrzyskich (to wszystko w ramach projektu Jedź w jesień), przystanek na pad thaia i roti z bananem w Bangkoku, objazdówka po Kambodży (praca, praca i… chwila relaksu na wyspie Koh Rong), występ na Festiwalu Podróżników NatGeo we Wrocławiu i na Festiwalu „Ciekawi Świata” w Białymstoku. Jak ja to wszystko upchęłam w jeden miesiąc??

LISTOPAD

Niemal cały listopad spędziłam w Azji: pilotowałam wycieczkę po północy Tajlandii, przyleciałam na tydzień do Polski nabawić się i wyleczyć z jet laga (bardzo mądrze, wiem…) i znów wyruszyłam w drogę: do Wietnamu.

Aaaaa… i skończyłam 36 lat! Bo to chyba osiągnięcie, nie?

GRUDZIEŃ

W grudniu, niemal prosto z wietnamskiej plaży w Mui Ne, poleciałam na rozpoczęcie sezonu narciarskiego do włoskiego Val di Sole.


Oj dużo się działo, a wyliczenie wszystkich zrealizowanych projektów, zdobytych nagród, podjętych decyzji i odbytych podróży rysuje obraz sukcesu. I rzeczywiście: pod wieloma względami to był bardzo udany rok. Bardzo. Jednak oglądając się wstecz, wyciągam dość trudny, ale bardzo ważny wniosek: że choć intensywnie czerpałam z szans, które podrzucał mi pod nogi los (zawsze byłam w tym dobra i umiejętność tą w sobie pielęgnuję), choć to machina, którą ja sama kiedyś stworzyłam i rozpędziłam przynosiła mi kolejne fajne propozycje i projekty (o czym czasami muszę sobie przypominać), to ja czuję, że za mało było w tym mojej inicjatywy, za mało moich pomysłów, za mało mnie… Dlatego jako najważniejszy cel na 2019 rok (i kolejne!) stawiam sobie, żeby bardziej brać sprawy w swoje ręce, żeby więcej tworzyć, żeby zamiast rozdrabniać się i rozpraszać rzeczami, które są nie do końca moje (chociaż fajne i dostępne), skupić się na tym, co naprawdę kocham. Nawet jeśli leży gdzieś daleko, daleko na horyzoncie. Ale ja już go nie stracę z zasięgu wzroku- taki jest plan.

Czego i Wam gorąco życzę i… do roboty! Nikt nam fajnego życia nie zrobi, musimy je sobie zrobić sami.


Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!





O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “POJECHANY rok – podsumowanie 2018

  • Aga

    Bardzo piękne podsumowanie. Żyjesz pełną piersią, cenisz życie i to jest niesamowite. 🙂 Miło się to wszystko czyta, ile w tym tekście radości. Niech Twoja Warszawa zaskakuje Cię swoją magią na każdym kroku. Życzę wspaniałego roku. Już luty, ale życzyć można cały czas. hehe Niech spełnią się marzenia, a cel, jaki sobie postawiłaś, jestem pewna, że wykonasz. 🙂 Pozdrawiam bardzo serdecznie. 🙂