Jeśli myślisz, że on się dla Ciebie zmieni 21 komentarzy


Koniec roku, to taki naturalny czas podsumowań. Rozmyślam o tym, co udało mi się osiągnąć w sferze zawodowej (a czego nie) i jak mi upłynął ten rok w życiu prywatnym. I tego prywatnego zamieszania rąbek tajemnicy przed Wami dziś uchylę. Oj, działo się. Wrzucona na singielski rynek randkowałam, testowałam, czasem się świetnie bawiłam, czasem sromotnie rozczarowywałam. I tak przewijając na podglądzie kadry mniej i bardziej romantycznych randek, kubłów zimnej wody wylewanych raz przeze mnie komuś, raz mi przez kogoś na głowę, „dobrze zapowiadających się znajomości” i przystojnych brunetów, próbowałam znaleźć wspólny mianownik dla tych wszystkich „nic z tego jednak nie będzie”. I nagle doznałam olśnienia. Takiego olśnienia z serii: „niby wszyscy wiemy, ale jakoś nikt nie pamięta”, dlatego zupełnie bez ogródek teraz Wam tą banalną prawdę przypomnę dziewczyny. A panowie jak sobie odwrócą role, to też i dla nich będzie ten tekst.

Mówi się, że ludzie się zmieniają. Owszem, ludzie przestają jeść mięso i rzucają palenie, zrzucają 20 kg lub odwrotnie. Ścianają włosy, zaczynają biegać, wpadają w alkoholizm. Ale nie łudź się dziewczyno, że facet zmieni się dla Ciebie.

Małomówny facet nie zacznie nagle dzielić się z Tobą przemyśleniami na temat sensu istnienia, ani nie będzie Ci szczegółowo relacjonował swojego dnia. Facet, który nie odpisuje Ci na smsy przez 5 godzin, nie zacznie nagle pisać do Ciebie co 5 minut. Facet, który nie sypie czułymi słówkami i pomysłami na bajkowe randki jak z rękawa, nie zostanie w przyszły poniedziałek ninją romantyzmu. Bałaganiarz nie będzie układał ubrań w szafie kolorami, bo Ty tak chcesz. Jeśli największym dokonaniem jego 35 letniego żywota jest osiedlowy rekord na playstation, to raczej marne szanse, że jutro odniesie spektakularny sukces zawodowy i przestanie zachowywać się jak zgorzkniały przegrany. Wieczny imprezowicz nie przeniesie się z Tobą do Twojego wymarzonego domku na wsi, bo to Twoje, a nie jego marzenie. Nieśmiały żuczek nie przeobrazi się nagle w duszę towarzystwa (chyba, że mu coś dosypiesz do piwa), a facet, który na pierwszej randce nie kwapi się żeby Ci kupić drinka, nie będzie Cię obsypywał wyszukanymi prezentami bez okazji. Facet, który uprawia z Tobą sex raz na tydzień, zawsze w łóżku, przy zgaszonym świetle i w tej samej pozycji, nie stanie się bogiem sexu, choćbyś występowała w najbardziej wyuzdanej bieliźnie świata. Facet, który na pierwszej randce gapi się w telefon, nie przeobrazi się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w zaangażowanego słuchacza, a jeśli na dzień dobry dostajesz zdjęcie jego penisa, to nie licz na słodkie gify z zakochanymi króliczkami (chyba, że kopulującymi). Oczywiście Ty wcale nie musisz chcieć więcej sexu, facet wypisujący co chwila smsy może być dla Ciebie jak wrzód na tyłku, zdjęcia penisa mogą Cię podniecać, od czułych słówek może Cię mdlić. Ale co, jeśli nie?

Wtedy myślisz: „on ma takie ładne oczy”, „moi przyjaciele go lubią”, „w łóżku jest nam super”, „jemu mogę zaufać”, „tak fajnie się razem bawimy na imprezach”, „mamy takie same zainteresowania”, albo (to najgorsze!) „nie chcę być znowu sama” i po cichu liczysz, że te wszystkie „ale” z poprzedniego akapitu znikną, że on się dla Ciebie zmieni. A kiedy on się ani kwapi, by nagle zmienić się w Twojego wymarzonego rycerza na białym koniu, Ty zaczynasz umniejszać swoje potrzeby. Bo czy to takie ważne, że on zostawia brudne skarpety na środku sypialni, że zawsze spóźnia się pół godziny, że ciągle gapi się w telewizor, że je z otwartymi ustami? Hmm… a wkurza Cię to? Jeśli tak, to jest ważne. I tak samo jak Twoje potrzeby się nie zmienią (będziesz co prawda na nie przez jakiś czas przymykać oko, karmiąc zżerającą Cię od środka frustrację), nie zmieni się i on.


Jedna z moich znajomych powiedziała ostatnio: „Facet Cię wkurza? To znajdź sobie takiego, co Cię nie wkurza”. Banał taki, ale to najmądrzejsza rada dotycząca randkowania jaką słyszałam w ostatnim dziesięcioleciu! Oczywiście, że nie ma związków idealnych, facetów idealnych, Ty też idealna nie jesteś i nie będziesz (ani ja, oj ja to zdecydowanie nie). Ale jeśli na początku znajomości facet Cię wkurza, to dziewczyno UCIEKAJ! Związek to ciężka praca, to umiejętność ustępowania, sztuka kompromisów, ale… nie na początku! Na początku mają być motyle w brzuchu, a nie zaciskanie zębów i zaklinanie, żeby on się zmienił. Zakładasz dla niego najlepszą bieliznę, malujesz usta najlepszą szminką, nie puszczasz bąków? To pomyśl, że on prawdopodobnie też się stara, więc jeśli nie fruwasz pod sufitem ze szczęścia, to znaczy, że to nie to. Więc UCIEKAJ, bo nie ma na co czekać. Szkoda czasu i emocji. Twoich i jego. Bo jedyny związek jaki możecie z powodzeniem stworzyć, to związek dwójki nieszczęśliwych ludzi. Ty będziesz nieszczęśliwa, bo Twoje potrzeby nie będą zaspokojone. On, bo będzie się czuł niedoceniony przez wiecznie niezadowoloną babę- bo niewykluczone, że on będzie dla Ciebie najlepszą wersją siebie. Ale prawdziwego siebie, a nie takiego, jakiego Ty byś chciała mieć przy swoim boku. Oszczędź tego i sobie, i jemu.

I zaraz ktoś powie, że nieprawda, że zdarza się, że on zmienia dla niej wszystko. Jasne, wygrane w totka też.


Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

 



O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

21 komentarzy do “Jeśli myślisz, że on się dla Ciebie zmieni

  • M

    Dobre przemyślenie. Jestem w związku 7 lat, w małżeństwie 1,5 roku – motyle są ciągle gdy myślę, że spędzimy razem popołudnie, gdy wiem że pojedziemy w fajne miejsce na weekend. Że wrócę do domu i będzie na mnie czekał przystojniak z kotem przy nodze i ugotowanym obiadem od serca 🙂 Ma kilka wad, przeciwny charakter do mojego, łączą nas wspólne pasje i chęć spędzania czasu razem. Czasami hamuje moje zapędy, dzięki niemu schodzę na ziemię – moje pomysły bywają abstrakcyjne, choć moim zdaniem do zrealizowania 😛 Nie ma par i związków idealnych, cechy charakteru mogą denerwować. Ale najważniejsze utrzymać w tym wszystkim równowagę. Jeśli pewnych negatywnych czynników jest za dużo a wymagania obu stron rosną – to nie wróży nic dobrego. Tylko szaleńcy będą czekać na spektakularne zmiany drugiej osoby. Podobno, aby wymagać od innych, najpierw należy zacząć od siebie – charakteru też to dotyczy. Pytanie tylko czy jesteśmy w stanie osiągnąć kompromis i zaakceptować siebie nawzajem takimi jacy jesteśmy.

  • SWid

    Kobieta najczęściej oczekuje od mężczyzny, że po ślubie (czy zamieszkaniu razem) on się zmieni (dla niej zrobi przecież dużo/wszystko bo zapwenia że tak bardzo ją kocha) A on się właśnie zwykle nie zmienia…
    Mężczyzna zaś oczekuje od kobiety że po ślubie będzie się zachowywać tak samo jak przed, a ona się właśnie zwykle zmienia.
    Dla kobiety to oczywiste, że role ‚narzeczonych’ są różne od ról małżonków i oboje powinni się zmienić – dla partnera dostosowując się,. Udowadniam, że kocham wykazując gotowość do rezygacji z dużej części takiej siebie, jaką byłam przed sfinalizowaniem znajomości w związek.
    Facet zaś traktuje okres narzeczeństwa/randkowania jako próbkę/przykład/sample tego co będzie potem, i spodziewa się, że będzie „tak samo tylko częściej” 🙂 A tu zooonk. Ukochana mu się zmieniła i od niego też oczekuje zmiany. On jej zrzuca przebiegłość – udawała inną żeby go poderwać. Ona mu nieszczerość – niby tak ją kocha a robi problemy ze zmianą paru drobiazgów.
    On ją kochał za to jaka była dla nigo na randkach, ona jego za zapewnienia, iż zrobi dla niej wszystko…
    Nothing is certain, except the change.

  • Adam

    Z wiekiem wymagania dziewczyn rosną, jak ma 16 lat potrafi pokochać faceta za to że robi świetne fikołki na WF-ie, potem już trzeba coraz więcej pokazać żeby dziewczynie zaimponować, najwięcej po 30-stce wtedy facet musi być ideałem inaczej strasznie wkurza i w ogóle nie i nie, dopiero po 50-tce wymagania maleją a i tolerancja wzrasta bo fajnie że ktoś jest obok, a moja babcia w późnym wieku powiedziała że „jak tylko czapka faceta wisi w przedpokoju to już jest inaczej w domu”

      • Grzesiek

        A może po to aby przypomnieć o lekarstwie, którego zapomniała wziąć albo wesprzeć ciepłym słowem w chorobie? A może aby razem pobyć z dziećmi i wnukami albo odwiedzić groby i powspominać przodków? Niektórzy mają większe potrzeby niż randka z partnerem i nie wszyscy żyją chwilą jak Pani babcia.

    • An

      W wieku 16 i 30 lat jesteśmy na różnych etapach w życiu.. W wieku 30 lat zwykle jesteśmy bardziej dojrzali, bardziej wiemy czego chcemy i stąd inne oczekiwania w stosunku do potencjalnego partnera.. Partner może się trochę zmienić ale sam musi tego chcieć.. Każdy chce być przede wszystkim akceptowany i kochany takim jakim jest..

  • Wlodzimierz

    Nie czarujmy sie, jezeli kobieta jest wkurzajaca, to sie nie zmieni. To dziala obie strony. Jezeli kobieta jest balaganiara, slabo gotuje przed slubem to sie nie zmieni po slubie. Takim jakim sie jest takim sie zostaje.

  • odkrytekrainy

    Właśnie mija 11 lat odkąd jesteśmy razem (od 1,5 roku małżeństwo). Początki były super, jak zwykle przez różowe okulary nie widzi się wad, ani też nie chce się ich widzieć. Wtedy wydawało mi się że On jest idealny, zawsze skory do rozmowy, każdy problem był od razu rozwiązany bez fochów i cichych dni. Później to On zaczął zmieniać mnie, manipulując mną kazał mi robić rzeczy, których nigdy bym nie zrobiła. Wprowadzał do naszego związku ustalenia, których przestrzegania wymagał ode mnie (jak się później okazało On wcale ich nie przestrzegał). Nagle przy organizacji ślubu zaczęły wychodzić problemy, ja ze swojej strony wszystko załatwiałam na czas a nie mogłam tego samego wyegzekwować od niego, zawsze tłumaczył się że ma tyle pracy że nie ma czasu (a na granie na konsoli, siłownię i spotkania z kumplami miał czas). Horror zaczął się po ślubie, okazało się że cały czas mnie oszukiwał co innego ustalał ze mną (np. w kwestii ślubu) a co innego ze swoją matką. Jego p***a matka wyzywała mnie od najgorszych (choć nie miała podstaw) a później udawała jakby nic się nie stało, a On nigdy nie stanął w mojej obronie. Generalnie typ pizdusia maminsynka, dla którego matka jest najważniejsza na świecie. On swoich błędów nie widzi wcale, uważa że cały czas był fair wobec mnie i nie rozumie o co mi w ogóle chodzi. Czy jestem aż taka naiwna wierząc że choć odrobinę dla mnie się zmieni???

  • Kasia

    Jest Pani bardzo inspirującą osobą. Ten tekst pomógł mi otworzyć oczy w sytuacji, gdy od kilku tygodni męczyłam się z niedorzecznymi uczuciami i sama siebie oszukiwałam. No i pozwala uświadomić, że takie rozterki dotyczą wielu osób. Niby oczywista prawda, ale potrzebujemy, żeby ktoś stojący z boku nam ją przypomniał. Natura kobieca jest jednak podstępna i czasami potrzeba bliskości pozbawia nas trzeźwego myślenia. 🙂 Dziękuję i pozdrawiam

    • Piotr

      Nooo. Na lepszy model. 🙂
      W mojej rodzinie zwykło się mawiać, iż na starość każda głupota się potęguje, więc nie wiem czy warto.

  • Piotr

    🙂 Pardon! Nie chciałbym wyjść na seksistę ale „baby” to ja nie pragnę jak zarazy. 🙂 Wolałbym zdrową, normalnie szurniętą kobitkę. 🙂
    Potrafię się oprać, nakarmić i posprzątać. A seks… a co to takiego?????? 🙂
    Wolę podróżować i robić ciekawe rzeczy niż kopać się z losem i zazdrościć tego „dobra” moim sfrustrowanym kolegom, którzy potem „orzą” od poranka do zmierzchu by wyhodować kolejne pokolenia nijakich przedstawicieli gatunku ludzkiego.

    Pzpr.
    Piotr

  • Carmelova

    Uwielbiam Twoje teksty o podróżach, ale te refleksyjne uwielbiam jeszcze bardziej. Czytałam wpis o miłości jak z filmu kilkanaście razy, trzymałam za Was kciuki, płakałam czytając wpis o rozstaniu. Ten też jest prawdziwy i mam nadzieję, ze kiedyś tez dojdę do takich w wniosków. Na razie przeżywam skrajne emocje i jest za wczesnie. Ja, 33 lata (chociaż podobno wyglądam na 27;) ), zadbana, inteligentna, twardo stąpająca po ziemi, kochająca życie,z dobrą pracą, po 11 letnim związku, zakochałam się w Krolewiczu, 10 lat starszym bożyszczy, który zgodził się dzielić ze mną życie, zgodził się żebym go kochała, zamieszkała w jego wspaniałym domu (płacąc wszystko po połowie), jeździć jego szpanerskie samochodem, pozwolił mi poznać i pokochać jego rodzinę, opiekować gdy był w szpitalu i pocieszać jak mu biznes nie wyszedł. Ja snułam plany, on zgadzał się żebym je snuła. Tymczasem kiedy tylko pojawiała się ciekawsza opcja niż ja, coś co łechtał jego ego, gwarantowało fobrą zabawę – ja przestawałam się liczyć. W ciągu jednego weekendu dostarczał mi tylu skrajnych emocji, których nie przeżyłam z exem w ciągu roku. Był jak narkotyk. Po dwóch latach zrozumiałam to o czym napisałaś – on się nie zmieni, je dla mnie. Zawsze będzie egoistycznym Piotrusiem Panem. Spontaniczność jest fajna, ale spontaniczne akceptowanie pracy na drugim końcu świata (będziesz przylatywać na weekendy, a za 3 lata zobaczymy) albo spontaniczne znikanie na całą noc – mnie to przestało bawić. Boli jak cholera, ale ciężar na plecach jest mniejszy. Bo zrozumiałam ze on się nie zmieni, tylko ciężko sercu to zaakceptować…