Back to home
Malta, motywacja

Przyjemne z pożytecznym, czyli kurs angielskiego na Malcie

Wstaję z łóżka, gdy moi współlokatorzy w studenckim apartamencie: Ania z Polski i Andrea z Włoch wracają z porannego biegania (ja biegać to i owszem, ale niekoniecznie rano). Siadamy razem do stołu na słonecznym tarasie, jemy lekkie śniadanie i pijemy kawę (oni) lub zieloną herbatę (ja), by kilka minut przed 9 pomaszerować do szkoły języka angielskiego Maltalingua, od której mieszkamy dosłownie kilka minut piechotą. Codziennie rano idę wąską uliczką, wzdłuż której stoją równym rzędem kamienice z jasnego piaskowca i nie mogę się nacieszyć tym, jak tu ładnie. Oj tak, Malta skradła moje serce.

kurs angielskiego na Malcie

Jak wyglądają zajęcia?

Na podstawie testu poziomującego (który składał się z części pisemnej i krótkiej rozmowy z jednym z nauczycieli) zostałam zakwalifikowana do najbardziej zaawansowanej grupy w szkole, czyli C1. Dodatkowo, próbując zaprzeczyć swojemu wrodzonemu lenistwu, zapisałam się na kurs intensywny, co oznacza, że mam zajęcia od poniedziałku do piątku od 9 do 15 (z dwoma przerwami, w sumie 1,5 godziny). Przyznam, że trochę mnie kusi żeby iść na wagary i pospacerować uroczymi uliczkami St Julians, pojechać do przepięknej zatoki Golden Bay, czy chociażby wskoczyć do basenu z widokiem na morze, który znajduje się dosłownie trzy minuty pieszo od budynku Maltalingua (mały basen jest też również na dachu szkoły- to dopiero rozpusta!). Zajęcia są jednak ciekawe (prowadzimy na przykład gorące dyskusje o problemach i wyzwaniach współczesnych społeczeństw, o ekologii, uchodźcach, emigracji, kulturze, nieetycznych działaniach koncernów farmaceutycznych) i czuję, że dużo z nich czerpię, więc uczestniczę we wszystkich, staram się za to jak najlepiej wykorzystać czas podczas przerwy na lunch i wolne popołudnia.

kurs angielskiego w Maltalingua

Nie samą nauką człowiek żyje

Popołudnia wyciskam do ostatniej kropelki, starając się zobaczyć jak najwięcej Malty. Wiecie, że nie jestem fanką zorganizowanych atrakcji, jednak decyduję się na wycieczkę do Trzech Miast (Cospicua, Vittoriosa i Senglea) organizowaną przez szkołę, która codziennie proponuje inne aktywności dla uczniów (są to między innymi wycieczki, kursy nurkowe, kursy tańca, degustacje lokalnych win i wspólne imprezy). Swoim stylem odłączam się od grupy i z aparatem fotograficznym w ręku spaceruję wąskimi uliczkami malatańskiego trójmiasta, które zachwyca zarówno architekturą jak i położeniem.

3 Cities, Malta

Udaje mi się również wygospodarować czas by jechać do słynnej i rzeczywiście pięknej Golden Bay, jednak, jako że plażowe lenistwo nie należy do moich ulubionych aktywności, wspinam się na wyrastający nad zatoką klif i maszeruję do zatoki Ghajn Tuffieha i kolejnej, tak małej, że mapy szczędzą jej nazwy. Jestem w koszulce na ramiączka, w krótkich szortach i klapkach, a jest ostatni tydzień października- czy to nie wspaniałe?

Golden Bay, Malta

Odwiedzam jeszcze wioskę bajkowego Popeya, czyli Popeye Village (pamiętacie tego muskularnego marynarza z fajką w zębach?), która (wioska, nie fajka) została wybudowana na potrzeby kręconego przez wytwórnię Disneya w 1980 roku filmu. Film, mimo obsadzenia w głównej roli Robina Williamsa, okazał się finansową klapą, jednak wioskę zachowano w jej oryginalnej formie i dziś, te urocze kolorowe domki stojące na zboczu klifu w zatoce Anchor, tworzą swojego rodzaju park rozrywki w którym można spotkać postaci z filmu. Jest to kwintesencja kiczu, ale ja lubię takie dziwne atrakcje turystyczne, a do tego widok z klifu na wioskę jest przepiękny i jedyny w swoim rodzaju, dlatego bardzo mi się tam podobało.

Popeye Village

Niestety, załapałam się na Malcie na załamanie pogody i prawdziwy sztorm (co podobno zdarza się niezwykle rzadko i nawet stali mieszkańcy dziwili się na tą pogodową anomalię) i nie udało mi się zrealizować całego planu eksploracji Malty (w tym popłynąć na wyspę Gozo), ale co się odwlecze, to nie uciecze, bo na Maltę będę chciała jeszcze wrócić. Teraz chociaż wiem, że tydzień to zdecydowanie za mało, bo chociaż Malta jest malutkim krajem, to ma mnóstwo do zaoferowania. No i jak ładnie tam!

Co mi dał ten kurs?

Zanim tu przyjechałam, spotykałam się dość z często z pytaniami osób znających mój poziom znajomości języka angielskiego (którym przecież od kilku lat posługuję się na co dzień) po co ja w ogóle wybieram się na taki kurs. Ale ja od początku nie miałam wątpliwości, że „w tym szaleństwie jest metoda”. Po prostu uważam, że języka człowiek uczy się całe życie (nawet ojczystego), że swój język zawsze można wzbogacić, wygładzić, upiększyć, a dodatkowo, rozmawiając dużo z innymi ludźmi, dla których dany język nie jest ojczystym, często nabieramy ich językowych manier i nawyków (czasami tych złych), kopiujemy akcent i błędy, dlatego uważam, że warto raz na jakiś czas poddać swój język ocenie profesjonalistów. I miałam stuprocentową rację, bo już pierwszego dnia nauczycielom z Maltalingua udało się wyłapać moje błędy w wymowie niektórych słów, czy też podpowiedzieć lepsze/ładniejsze słownictwo dla tego, co chciałam wyrazić. Poza tym, fakt, że moja znajomość języka angielskiego została dobrze oceniona przez profesjonalnych nauczycieli, dodał mi pewności siebie, dzięki czemu może w końcu odważę się więcej pisać po angielsku, co da mi nowe możliwości zawodowo- podróżnicze. Jej, jak się cieszę!

Dodatkowo, wywiozłam z tego kursu kilka bardzo fajnych znajomości z ciekawymi ludźmi z kilku krajów świata- jest to wartość, którą zawsze bardzo doceniam. A już chyba każdy, kto mieszka w Polsce, doceni słoneczną pogodę i możliwość chodzenia w klapkach jesienią.

kurs angielskiego - maltalingua

A Wy uczyliście się kiedyś języka angielskiego za granicą? Jeśli tak, to w jakim kraju?


Na Malcie byłam na zaproszenie szkoły języka angielskiego Maltalingua.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

By Pojechana, 4 listopada 2016 Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".
  • 15

Pojechana

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

15 Comments
  • Jak tam jest?
    5 listopada 2016

    [Kasia] Języków uczyliśmy sie w kraju, ale za to bardzo skutecznie :) JA teraz podjęłam wyzwanie, które sama sobie rzuciłam i zczynam samodzielną naukę hiszpańskiego w domu! Uważam, że znającć angielski, rosyjski i hiszpański dogdam się na całym świecie. A brakuje mi tylko trzeciego, hiszpańskiego ‚muszkietera’ do kompletu!

    • Pojechana - The Real Gone
      7 listopada 2016

      Ja też jestem w dużej mierze samoukiem (zarówno jeśli chodzi o angielski, jak i hiszpański), jednak uważam, że kontaktu z żywym językiem nic nie zastąpi i warto też od czasu do czasu skorygować błędy (chociażby wymowy) pod okiem (i uchem) nauczyciela.

  • Iri Sunshine
    5 listopada 2016

    Super! Przyjemne z pożytecznym:) Tak jak piszesz- uczymy się języka całe życie, sama skończyłam anglistkę i wiem, że jeszcze wiele przede mną i nie ma co spoczywać na laurach:) Chętnie bym wyjechała na taki kurs!

  • Green Spa
    19 listopada 2016

    Harmonia musi być! :) też lubię, łączyć to co pożyteczne z przyjemnościami. Wtedy, aż chce się pracować :)

  • Barbara
    22 listopada 2016

    też muszę się na taki kurs wybrać

  • Patrycja Story
    3 grudnia 2016

    właśnie minął mój 5 tydzień na Malcie i tez w Maltalingua, zostaje jeszcze tydzień, myślę że warto;)

  • bialychinczyk
    3 grudnia 2016

    o wciórności, moje ścieżki. Przedtem Chiny, teraz Malta

  • Iska
    3 grudnia 2016

    Dla tych co zawitają na Maltę polecam fajną inicjatywę Polaka Piotra mieszkającego na Malcie a mianowicie English Cafe. Są to spotkania ludzi, gdzie można pogadać w języku angielskim za darmo i poznać osoby z różnych krajów. Więcej info: https://www.facebook.com/EnglishCafeMalta

  • Zosia Małecka
    7 stycznia 2017

    Uczestniczylam w kursie w Gwatemali, w Antiqua, ale nadal jestem kiepska w angielskim :( czytam Twoj blog od dawna, gdy jeszcze sama podrozowalas po swiecie :) moglabys cos wiecej o Malcie napisac? oprocz kursu jezykowego? koszty utrzymania, tanie noclegi, trnsport wewnetrzny, atrakcje poza plazami itp? przepraszam za bledy, ale klawiature na Filipinach mi wymienili i nie mam na niej polskich znakow :) pozdrawiam,

  • Nancy Irving
    16 maja 2017

    Brzmi naprawdę ciekawie, powiedz mi jak długo tam byłas? korzystałaś z wersji kursu bussinesowego, czy normalnego?
    Sama szukam czegos intensywnego, co pomogłoby mi rozwinąć się jezykowo.

  • norton
    21 października 2018

    Super, że pokazujesz ludziom, że obecnie są takie możliwości! Kurs językowy i podróż w jednym to tak naprawdę podwójny rozwój. :) Bardzo fajnie to wszystko opisałaś, myślę, że niejedna osoba zacznie się powaznie zastanawiać nad tą opcją.

  • chudyseusz
    2 października 2019

    Malta to jest raj cały rok i tu jest mój kawałek podłogi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dołącz do Pojechańców!

 

Zapisz się do newslettera i otrzymuj raz w tygodniu list z wskazówkami dotyczącymi jednego z Pojechanych kierunków podróży lub rady, jak zrobić sobie fajne życie. Weź udział w ekskluzywnych konkursach z nagrodami tylko dla Pojechańców.

 

Kliknij TU i zapisz się do newslettera!