Boliwijska Copacabana – no me gusta 9 komentarzy


Copacabana to małe miasteczko położone tuż przy granicy Boliwii z Peru, nad znajdującym się na wysokości ponad trzech tysięcy metrów jeziorem Titicaca. Po kilku tygodniach w górach, poprzedzonych kilkoma tygodniami na pustynii, potrafiłam docenić uciekające za oknem samochodu błękitno- zielone widoki, gdy jechaliśmy wzdłuż jego brzegu. Tak nas urzekło, że postanowiliśmy zatrzymać się na noc jeszcze długo przed miastem, na pustkowiu, by przy kolacji przysłuchiwać się odgłosom ptactwa w szuwarach i chlupoczącej wodzie. Rano, po krótkiej pogawędce z sympatycznymi rybakami, zapakowaliśmy się na prom, a właściwe niedbale zbitą z desek barkę i po szybkiej przeprawie przez wodę, pomknęliśmy malowniczą drogą ku Copacabanie.

Zarezerwuj najlepszy nocleg w Copacabanie

Tikikaka

Oczekiwania miałam wysokie, to prawda, naczytałam się bowiem i nasłuchałam ochów i achów, samych podróżniczych zachwytów na temat teh backpackerskiej mekki. Panorama z ostatniego przed miasteczkiem wzgórza też zapowiadała się obiecująco. Rozczarowanie było tym bardziej bolesne.

Copacabana

Piękne? Klimatyczne? Serio?? Ten rozwrzeszczany kakofonią najgorszego sortu hitów sprzed 20 lat, obklejony niestrawną pstrokatością plakatów reklamowych, zastawiony stoiskami z nikomu niepotrzebnym podrabianym badziewiem, cuchnący przesmażonym olejem wydobywającym się z prowizorycznie skleconych barów nazwanych ku pamięci gwiazd filmów porno trzeciej kategorii, zastawiony plastikowymi krzesłami z niedoborem nóg i zasypany rozkładającymi się śmieciami turystyczny twór, gdzie nachalni przebierańcy naganiają do restauracyjnych przybytków, w których serwuje się odgrzewane mrożonki? I jeszcze ta zdechła lama na ulicy rozszarpywana przez psy, i obgryzione zębem czasu i brudu plastikowe rowery wodne w kształcie łabędzi, i wypłowiały mur w kształcie lodów czekoladowych, które teraz bardziej przypominają… kupę. Nie Copacabano, ja dziękuję, ja stąd uciekam.

Copacabana

Copacabana

Copacabana

Copacabana

Copacabana

Copacabana

Titicaca


Trasę podróży A&A dookoła świata możesz śledzić TU.

Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 komentarzy do “Boliwijska Copacabana – no me gusta

  • Antoni

    To mi trochę przypomina wczesny biznes, kiedy sprzedawcy mieli „szczęki”, można było zjeść hot-doga wprost z „przyczepy kempingowej”. Takie czasy, taki etap rozwoju. Może to się nie podobać, ale ja mam szacunek dla tych ludzi,ze chcą coś zrobić w tej określonej sytuacji. Teraz mamy wysyp kebabów… Takie czasy… Pani Olu! Niech Pani weźmie poprawkę. Oni są tam i teraz. Pozdrawiam! AJ

  • Filip

    Dla mnie Copacabana jest magicznym miejscem, może dlatego że zatrzymaliśmy się tam na dłużej…? Moje wspomnienia, to wspaniałe zachody słońca, dobra lokalna kuchnia (wspaniałe „fastfoody” z mielonym mięsem, jajkiem i warzywami… ciepłe kukurydziane ciastka zagryzane świeżymi figami). Noi te indiańskie obrzędy mocno przenikające się z katolicyzmem. Nie wspominając o tym że jest to jedno z ważniejszych sanktuariów Ameryki Południowej… 🙂 Tęsknię.

  • Gringo

    Spędziłem w Boliwii 2 lata, znam piękne i szpetne strony tego kraju, zalety i potężne wady. Jednak kiedy czytam taką uproszczoną krytykę, napisaną z perspektywy gustu i wrażliwości typowego Europejczyka, nie mogę nie zgłosić słów sprzeciwu. Pamiętajmy, że Boliwia to najbiedniejszy kraj Ameryki południowej. To zdecydowana większość ludzi myśli o tym co dziś zjeść i w co się ubrać niż o estetyce swojego otoczenia. Pond 50% Boliwijczyków to ludność indiańska (nie licząc metysów), dla których zachodnia cywilizacja, jej kolorowe opakowania, reklamy, stragany, bary i restauracje, to ciągle zapożyczona rzeczywistość, którą posługują się tak jak potrafią i na ile mają środków. To ludzie wieki temu najechani przez Hiszpanów i sprowadzeni do roli półniewolniczej, z czego nie potrafią do końca wybrnąć od 2 stuleci, bo upośledzone kolonializmem, niewykształcone społeczeństwo wygenerowało po 1825 elity, które utrzymują je nadal w podobnym stanie. Dlatego tak to wygląda w ich wydaniu – jaki kraj, taki kurort. Ale warto zadać sobie trochę trudu, poczytać, zgłębić, zrozumieć, a potem spojrzeć na to wszystko innym wzrokiem, nie odnosząc wszystkiego do swojego poczucia gustu, własnej estetyki i poziomu ekonomicznego własnego kraju. Ja rozumiem, że jeśli coś śmierdzi, to śmierdzi, jeśli jest zaniedbane i zrobione z byle czego, to obiektywnie piękne nie będzie. Ale możne być dla nas ciekawe, może być źródłem refleksji i dociekań. Do takich krajów jak Boliwii jeździ się po to, żeby zobaczyć rzeczy obiektywnie piękne (przyroda, folklor), ale też rzeczy być może brzydkie, ale interesujące, inne.