Back to home
Birma, podróż dookoła świata

7 zaskakujących faktów o Birmie

Birma (której aktualna nazwa po polsku brzmi Mjanma, co już samo w sobie może być zaskakującym faktem) staje się coraz popularniejszym kierunkiem turystycznym w Azji. Przez wiele lat izolowana przez wojskową władzę, coraz bardziej otwiera granice i wita serdecznym uśmiechem, który zapada w pamięć wszystkim gościom. Ten niezwykły uśmiech zdaje się nie schodzić z twarzy Birmańczyków, podróżnicy tymczasem wraz z mijającymi w Mjanmie dniami, coraz szerzej ze zdziwienia otwierają buzię. Czym tak się dziwią? Oto 7 zaskakujących faktów o Birmie (a po informacje praktyczne, trasę podróży, listę noclegów i inne zapraszam TU).

7 zaskakujących faktów o Birmie

Środa trwa tylko 12 godzin

Ale za to jest ich dwie. Według tradycyjnej birmańskiej astronomii tydzień liczy bowiem 8 dni. Aby dostosować kalendarz do międzynarodowych standardów, starożytni mnisi podzielili środę na pół- pierwsza „środa” trwa od północy do południa, druga od południa do północy.

Mężczyźni chodzą w spódnicach

Na Zachodzie kobiety włożyły męskie spodnie, tymczasem w Birmie zarówno mężczyźni, jak i kobiety chodzą w spódnicach. Tradycyjne birmańskie longyi ma kształt długiej tuby, w którą wchodzimy, a następnie nadmiar materiału zwijamy w dwa końce i układamy w węzeł- mężczyźni z przodu, kobiety z boku. Męskie i damskie longyi  różnią się też kolorami i wzorami tkaniny, noszone są natomiast przez przedstawicieli obu płci zarówno do biura, sklepu, na pole czy… boisko. Mimo że całe życie byłam fanką jeansów, przyznać muszę, że w upalnym i wilgotnym klimacie długa spódnica sprawdza się genialnie!

Birmańczycy są bardzo całuśni

Szczególnie podczas jedzenia. W każdym barze, restauracji, ze wszystkich stron dobiegają odgłosy cmokania. Jednak gdy się rozejrzysz, nie dostrzeżesz zatraconych w pocałunkach par. O co chodzi? O przywołanie kelnera! Tradycyjnym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi obsługi w Birmie jest właśnie przeciągłe cmokanie.

Kobiety są zapominalskie

I często wychodzą z domu z zaschniętą maseczką na twarzy, której najwyraźniej zapomniały zmyć. Eeeee… nic z tych rzeczy. Nie tylko nie zapomniały, a wręcz specjalnie sobie namalowały te żółte paski, kręgi czy inne wzory na policzkach, przedramionach i dekolcie- sobie i swoim dzieciom, a czasem nawet mężowi. Pasta, której do tego użyły nazywa się thanaka, jest pozyskiwana z kory specjalnego drzewa i używana tradycyjnie w Birmie od ponad 2000 lat aby chronić skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych, odstraszać insekty, działać lekko przeciwzapalnie, zapobiegać nieprzyjemnemu zapachowi ciała i upiększać (jak makijaż).

ciekawostki o Birmie: thanaka

Większość samochodów jeździ pod prąd

W Birmie obowiązuje ruch prawostronny i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że około 90% samochodów w tym kraju ma również kierownicę po prawej stronie, co oznacza, że kierowca ma znacznie lepszy widok na chodnik niż na to, co dzieje się na drodze. Myślicie, że to przez troskę o pieszych? Tu Was niestety rozczaruję. To przez brawurowe zachowanie generała Ne Wina, który za swoich rządów, w 1970 roku, z dnia na dzień (sic!) zmienił ruch z pozostałego po brytyjskiej kolonizacji lewostronnego, na prawostronny. Tiziano Terzani w swojej książce „Powiedział mi wróżbita” (genialnej zresztą) przywołuje jako przyczynę tej decyzji wróżbę astrologa żony dyktatora- odwrócenie ruchu miało uchronić kraj przed nadchodzącym nieszczęściem. Druga, będąca w powszechnym obiegu teoria mówi o proroczym śnie generała. Jednak ani Ne Win, ani żaden wróżbita nie przewidział, że dziesiątki lat później rynek samochodowy nie przystosuje się do zmiany ze względu na fakt, że w krajach z których najtaniej można importować do Birmy samochodów, nikt ruchu z lewostronnego nie zmienił.

Birmańczycy żują krwiste surowe mięso

Takie wytłumaczenie może przyjść do głowy tym, którzy nie wierzą w wampiry a nie mogli nie zauważyć czerwono-brązowych zębów Birmańczyków i krwistoczerwonych śladów splunięć na ulicach. Jednak nie, to nie krew a betel, którego żucie jest sposobem na zabicie czasu- lekko narkotycznym i relaksującym i bardzo uzależniającym. Małe zwiniątka z liści, pasty wapiennej, betelu, czasem tytoniu i różnych przypraw można kupić za grosze na każdym kroku. Kilka minut żucia, siarczyste splunięcie pod nogi i… kolejne zawiniątko- tak mijają godziny i dni wielu Birmańczykom.

ciekawostki o Birmie: betel

Odległości są w Birmie dłuższe

Jak inaczej bowiem wytłumaczyć fakt, że na pokonanie 600 kilometrów (z Bagan do Yangon) birmański pociąg potrzebuję 19 godzin?


A tak na serio serio, to Birma zaskoczyła mnie bardzo pozytwie wieloma rzeczami. Tak się wcześniej nasłuchałam i naczytałam, że brudno i drogo, że chyba spodziewałam się kraju trzeciego świata w paryskich cenach, a tymczasem było bardzo miło i przyjemnie, w standardzie za który nie bolało płacić oczekiwanej przez usługodawców ceny. Noclegi owszem, są droższe niż w Indonezji, Kambodży czy Wietnamie (choć udało nam się też spać w lokalnych wioskach za grosze, o czym już wkrótce Wam opowiem), ale standard jest naprawdę przyzwoity (a miał być grzyb i wilgoć niby…) a obsługa przemiła. Dodam, że jakość obsługi w restauracjach jest moim zdaniem w Birmie absolutnie najwyższa ze wszystkich azjatyckich krajów jakie do tej pory odwiedziałam i… równa, bez względu na klasę lokalu (a jadaliśmy zarówno w ulicznych garkuchniach jak i eleganckich lokalach), bo że Birmańczycy są przemili to chyba już każdy słyszał? Z przyjemnością potwierdzam, że nie jest to żaden mit i nic się w tym aspekcie nie zmieniło.

birmańskie uśmiechy


Trasę mojej podróży dookoła świata możesz sprawdzić TU.

Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

By pojechana, 4 grudnia 2015 Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".
  • 19

pojechana

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

19 Comments
  • Artur Arczi Kurpinski
    4 grudnia 2015

    Absolutnie fantastyczne miejsce

  • Evi Mielczarek
    4 grudnia 2015

    świetny tekst! 🙂

  • Kamila Kowalewska
    4 grudnia 2015

    Jestem tu raptem czwarty dzień i mam podobne obserwacje 🙂 oby to się nie zmieniło do końca pobytu!

    • Evi Mielczarek
      4 grudnia 2015

      Kamila Kowalewska to się nie zmieniło od 5 lat, kiedy ja tam byłam ostatni raz 🙂

    • Kamila Kowalewska
      4 grudnia 2015

      Na pewno zmieniło się to, że piszę teraz do Ciebie z birmanskiej karty sim, którą dostałam od jednego Francuza wyjeżdżającego stąd i mam nielimitowanego fejsa 😉 a sama karta kosztuje grosze!

      • Marzena
        9 stycznia 2016

        Witaj. My wyjeżdżamy do Birmy w lutym 2016. Interesuje mnie w jakich ubraniach mogą chodzić turystki, jak jest z dostępem do kart sim i gdzie można je kupić oraz co warto zakupić z pamiątek. Z góry dziękujemy . Marzena i Marek

  • Malena
    5 grudnia 2015

    Fajnie przeczytać o Birmie. Szczególnie gdy właśnie powinnam siedzieć w samolocie z Moskwy do BKK, a potem lecieć na północ Tajlandii i dalej do Laosu. Cóż uroki podróżowania na etacie 😉 I dziś naszła mnie myśl, że w styczniu zmienię trasę i pojadę właśnie do Birmy. Post trafił w 100% 🙂 Chętnie poczytam jeszcze więcej o Birmie :))

  • Oszczędnicka
    6 grudnia 2015

    Dzięki za „odczarowanie” Birmy. Miałam właśnie takie wyobrażenie jak napisałaś na końcu 🙂

  • Pudelek
    21 stycznia 2016

    „To przez brawurowe zachowanie generała Ne Wina, który za swoich rządów, w 1970 roku, z dnia na dzień (sic!) zmienił ruch z pozostałego po brytyjskiej kolonizacji lewostronnego, na prawostronny.”

    nie da się zmienić ruchu inaczej niż z dnia na dzień – przecież auta nie mogą stopniowo zmieniać prawej strony na lewą, tylko muszą to zrobić od razu 😉 Tak robiono we wszystkich krajach – np. w Szwecji. Zapewne chodziło o to, że przedtem nikt o zmianie ruchu nie wspominał 😉

    A wpis ciekawy, pozdrawiam 🙂

  • Rafał Bartkowiak
    3 maja 2016

    Piękny kraj ale co najważniejsze … niesamowici ludzie 🙂 miłego!

  • Jagoda Konieczna
    4 maja 2016

    No… Wiesz fajnie tam chlopaki punkowcy dzialaja z Kyaw’em na czele :)) cos tam ogarniam. Ciekawy temat.

  • Umiem podróże
    4 maja 2016

    Idealny tekst do porannej kawy w Mandalay. 🙂

  • Andrzej Brandt
    7 maja 2016

    Mężczyźni chodzą w spódnicach – longyi a kobiety w htamain. Warto o tym pamiętać! Niby różnica niewielka, ale jak chcieliśmy kupić, to sprzedawczyni mocno się uśmiała gdy poprosiliśmy o longyi dla kobiet 😉 htamainy mają też nieco inny krój.

  • Kasia & Víctor
    4 stycznia 2017

    Ola, bardzo liczę na wizytę. Z końcem lutego lądujemy w Tajlandii i na razie zero planów. Wszystko wskazuje na to, że zajrzymy do Birmy. Przydadzą się Twoje przewodniki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dołącz do Pojechańców!

 

Zapisz się do newslettera i otrzymuj raz w tygodniu list z wskazówkami dotyczącymi jednego z Pojechanych kierunków podróży lub rady, jak zrobić sobie fajne życie. Weź udział w ekskluzywnych konkursach z nagrodami tylko dla Pojechańców.

 

Kliknij TU i zapisz się do newslettera!