Back to home
refleksje

To był POJECHANY rok

Czas pędzi nieubłaganie, czasami mam wrażenie, że „mój czas” jeszcze szybciej niż ten „normalny” (mój normalny na pewno nie jest, nosi wszelkie znamiona szaleństwa) i żadne prośby ani groźby by zwolnił, nie działają. I prawdę mówiąc, dopiero gdy zaczęłam układać w głowie ten wpis, uświadomiłam sobie jak wiele wydarzyło się na przestrzeni minionych 365 dni. Bez wątpienia 2014 rok (drugi z rzędu spędzony w Chinach), był dla mnie rokiem przełomowym i to na wszelkich płaszczyznach życia. I wiecie co? Kolejny zapowiada się równie szalenie, ale… po kolei, najpierw szybkie podsumowanie 2014.

Styczeń

2014 rok rozpoczęłam na plaży w Australii. Był wymarzony road trip z Brisbane, przez Sydney, Melbourne aż do zapierającej dech w piersiach Great Ocean Road. Było magiczne Uluru i drażniący oczy czerwony pył Outbacku, były spotkane na wolności koale, wielbłądy i śniadania dzielone z papugami. Było wspa-nia-le!

Koala

Relacje z podróży po Australii znajdziecie TU.

Luty

Drugi rok z rzędu uciekłam przed tłumami świętującymi Chiński Nowy Rok na Filipiny. Wdrapałam się na niezwykle urokliwy wulkan Taal, aby potem leniuchować na Mindoro.

Pojechana nad wulkanem

Ja wypoczywałam, a Pojechana lansowała się Bankier.pl jako jeden z 6 polecanych vlogów o życiu za granicą.

Marzec

W marcu wpadłam na chwilę do Polski, żeby sprawdzić czy udało mi się wygrać jedną z najważniejszych jak dotąd bitew mojego życia. Bitwa ta była rzecz jasna o zdrowie, a o co chodziło możecie przeczytać TU (do lektury namawiam szczególnie wszystkie panie). Jako, że się podłe choróbsko przechytrzyć udało (hip hip huraaaaa!), mogłam się skupić na czerpaniu przyjemności z wizyty w ojczystym kraju i… na tęsknotach. Popełniłam wówczas tekst Zawsze po drugiej stronie oceanu, który przywołuję, bo jest ponadczasowy i bo… go lubię.

Kwiecień

Kwiecień był spokojny, stacjonarny, domowy. Czasami nawet ja potrzebuję zwolnić trochę i naładować baterie. Tym razem zapasy pozytywnej energii miały okazać się szczególnie przydatne, bo oto BUM! moje życie prywatne obróciło się do góry nogami i odtąd miałam kroczyć swoją drogą w pojedynkę. Swoje refleksje spisałam w tekście Zmiany zwane życiem.

Maj

Po spokoju i domowej atmosferze nie pozostał nawet ślad. 1 maja przeprowadziłam się do centrum Shenzhen i od teraz miałam swoje życie dzielić z piątką współlokatorów (aktualnie, bo to się zmieniało kilka razy, mamy pod naszym dachem reprezentację Polski, Wielkiej Brytanii, Chin, Tajwanu i USA) i nowymi przyjaciółmi z całego świata. Dałam sobie trochę „wolnego” od pracy, planowania, bycia pewną przyszłości i zorganizowaną. I to było zdecydowanie najlepsze, co mogłam dla siebie wtedy zrobić.

Ja chwilowo zgubiłam swoją ścieżkę, ale blog parł do przodu wyznaczonym wcześniej torem i tak oto w maju Pojechana pojawiła się jako źródło informacji w artykule o Shenzhen Gazety Wyborczej.

Czerwiec

Sama w życiu, to i sama w podróży- tak mi się przynajmniej wydawało. Jakże się myliłam! W czerwcu wybrałam się w pojedynkę do Pekinu i Datong, gdzie poznałam świetnych ludzi i wspaniale spędziłam czas. Nabrałam też apetytu na taką podróżniczą „samotność”.

Hanging Temple - Datong

Lipiec

W lipcu shenzheńskie lato oferuje to co najlepsze: słońce, plaże, fale, muzyczne festiwale. Brałam więc pełnymi garściami, a w chwilach wolnych od uciech duszy i ciała pracowałam nad ostatnimi rozdziałami swojej książki. Poznałam cudownych, ciekawych ludzi, którym rezerwuję stałe miejsce w swoim sercu (choćby nawet naszych codzienności ścieżki się rozeszły) i zaobserwowałam u siebie poważne objawy schińszczenia.

Sierpień

Okres beztroski nie mógł trwać wiecznie, a ja przecież sobą bym nie była, gdybym sobie jakiegoś planu (choć teraz już tylko krótkoterminowego) w głowie nie naszkicowała. Chciałam podróżować (to chyba oczywiste) trochę dłużej i jeszcze wolniej niż zwykle, a że sama się już nie bałam, pozostało tylko zdobyć środki finansowe na kolejną życiową przygodę. Takim to sposobem, w połowie sierpnia podpisałam kontrakt z chińskim przedszkolem. Przerażona faktem, że od 1 września wrócę do trybu pracy od poniedziałku do piątku (po 2,5 roku freelancerki), co miało mocno ograniczyć moją podróżniczą swobodę, na totalnym spontanie kupiłam bilet do Kambodży, gdzie spędziłam przecudowne 2 tygodnie (które tylko mnie utwierdziły w przekonaniu, że chcę jechać w dłuższą podróż i że na pewno do tego uroczego kraju wrócę).

Ta Phrom

Tymczasem w Wysokich Obcasach ukazał się wywiad ze mną, a Pojechana pojawiła się w rankingu najciekawszych blogów podróżniczych Gazety.pl w kategorii „zawodowcy”- cieszyłam się jak dziecko.

Wrzesień

1 września, sama w to nie wierząc, zostałam nauczycielką angielskiego w chińskim przedszkolu. Nie było łatwo przestawić się na bardzo poranne wstawanie (właściwie to dalej mam z tym problemy), ale było ciekawie, a cel mobilizował, by nie marudzić i robić swoje, szczególnie, że grafik zajęć dosłownie mnie rozpieszcza i jest nawet czas na poobiednią drzemkę. Dzieci mnie pokochały (z wzajemnością), a współpracownicy dostarczyli wielu nowych doświadczeń kulturowych. Koniecznie przeczytajcie mój tekst Mały człowiek made in China.

chińskie przedszkole

Październik

Październikowe wolne dni z okazji Golden Weeku (jest to drugie najważniejsze, po Chińskim Nowym Roku, święto państwowe w Chinach) wycisnęłam do ostatniej kropelki przyjemności. Zaczęłam od trekingu po zielonych wzgórzach Hongkongu w Sai Kung i kempingu na plaży, by następnie pojechać do okrytego złą sławą festiwalu psiego mięsa Yulin, gdzie udało mi uniknąć skosztowania tego typu lokalnych specjałów, ale za to nieświadomie zjadłam gołębia (kurde, pyszny był), a przede wszystkim bawiłam się na tradycyjnym chińskim weselu przyjaciół i skrzętnie dokumentowałam barwne rytuały, czego efekty możecie zobaczyć TU.

Sai Kung

Listopad

Listopad był miesiącem wytężonej pracy nad książką- tej najtrudniejszej, czyli wyszukiwania własnych błędów, wprowadzania ostatnich poprawek, doboru zdjęć i… decyzji, że skończyłam. Tak moi drodzy! Skończyłam! A łatwo nie było, bo moją głowę zaprzątały już nowe plany, będące wynikiem nowych decyzji, wynikających z kolei z faktu, że pewien niezwykły KTOŚ zagościł na dobre w moim sercu. Nie dało rady już dłużej udawać, że „taka jestem wyluzowana”, „po prostu bardzo się lubimy” i „przecież tak sobie tylko gadamy”. Z daleka (bardzo daleka, jak z Chin do Francji) dało się bez problemu dostrzec, że jestem ZAKOCHANA! Ale to taka niesamowita historia, że zasługuje na oddzielny post (o TU).

podsumowanie roku

Grudzień

Ostatni miesiąc roku upłynął pod znakiem negocjacji z potencjalnymi wydawcami mojej książki (mam nadzieję już niebawem ogłosić efekty tych rozmów), świątecznymi przygotowaniami, zakupami, imprezami, kolacjami, prezentami i krótkim urlopem, podczas którego odwiedziłam Hongkong i Macau. Przede wszystkim jednak moja rozentuzjazmowana głowa zajęta była planowaniem ekscytującego nowego, do którego odliczam już dni. Na razie zdradzę Wam tylko, że… nie będzie już więcej wpisów o życiu codziennym w Chinach. To jest dopiero news, co?

Kilka dni temu zaczął się nowy, 2015 rok, a ja wyraźnie widzę, że fortuna mi sprzyja na wszystkich frontach, co utwierdza mnie w przekonaniu, że wybrałam właściwą drogę. I takiego uczucia życzę Wam w Nowym Roku (bo to fajowe uczucie jest) moi najlepsi na świecie czytelnicy. Życzę Wam miłości, podróży i słońca. A teraz ruszcie szanowne pupy i dajcie z siebie wszystko żeby ten rok był dla Was wyjątkowy!

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

By Pojechana, 6 stycznia 2015 Człowiek od rzeczy niemożliwych, dziennikarka, pasjonatka podróży, miłośniczka gór i cienia palm. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".
  • 32

Pojechana

Człowiek od rzeczy niemożliwych, dziennikarka, pasjonatka podróży, miłośniczka gór i cienia palm. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

32 Comments
  • Marta
    6 stycznia 2015

    Kochana Pojechana!!! Wszystkiego w Nowym Roku i wszystkich następnych co najlepsze, najwspanialsze i najcudowniejsze. Bardzo lubię czytać Twoje wpisy, studiowałam je zresztą uważnie przed moim wyjazdem do Chin i mam nadzieję że wszystkie następne będą równie ciekawe i egzotyczne. Buziaki wielkie!!! Marta

  • Aga
    6 stycznia 2015

    Zaprzeczasz wszystkiemu co znane, otwierasz oczy, wybudzasz z otępienia :))))) powalające :D

  • Natalia
    6 stycznia 2015

    Jesteś dla mnie inspiracją w ostatnim okresie mojego życia!!! Wydajesz się być niesamowicie pozytywną osobą, a to w ludziach kocham :D Czytając Twojego bloga uznałam, że wyjazd w podróż do Chin jest na wyciągnięcie ręki, dzięki czemu w tym roku się tam wybieram. Pozdrawiam gorąco i życzę Ci jeszcze więcej pięknych chwil!

    • Aleksandra Świstow
      16 stycznia 2015

      Aaaaaa! Super! Właśnie po to jest ten blog, żeby inspirować, motywować, pokazywać, że spełnianie marzeń jest na wyciągnięcie ręki. Bardzo się cieszę i dziękuję za przemiły komentarz :-)

  • Magda
    6 stycznia 2015

    W listopadzie, który zdecydowanie wygrał mój 2014, byłam w Australii i trasę z Sydney do Brisbane opracowałam z… Tobą! :) W jednej ręce przewodnik, w drugiej telefon z Twoim blogiem, było cudownie, dziękuję! ;)

    Wszystkiego dobrego w 2015! Ciekawe gdzie wybiorę się razem z Pojechaną następnym razem?… ;)

  • Just me
    6 stycznia 2015

    You Go, Girl!
    To, jak łapiesz życie za rogi, nie bojąc się zmian, jest bardzo inspirujące.
    Najlepszego w 2015!

  • Anna
    6 stycznia 2015

    Wszystkiego Najlepszego w 2015 roku, dużo zdrowia i spełnienia marzeń! Czytam blog, jest szalenie interesujący. Czekam na książkę. Pozdrawiam Panią.

  • Agnieszka Budecka
    6 stycznia 2015

    Jesteś THE BEST!!!!! Uwielbiam i zawsze trzymam kciuki! :)

  • Marcin Nowak
    6 stycznia 2015

    All we need is love* !!! :)

    * +travelling

  • Joanna Kandulska
    7 stycznia 2015

    Aleksandra Świstow nie trzymaj nas zbyt długo w niepewności! Powodzenia!

  • Magda+Kajzer
    7 stycznia 2015

    Powodzenia w nowym roku, oby był tak udany, jak poprzedni! :)

  • Matylda
    7 stycznia 2015

    Nie dalej jak wczoraj, obejrzałam po raz któryś:) Przerywnik w ogladaniu tzw ambitnego kina. I tytuł i Pana wois jestem ZA!:)

    Matylda

  • Hong Kong Dreaming
    7 stycznia 2015

    Wygląda na to, że miałaś niesamowity fantastyczny rok! Gratuluję wszelkich sukcesów, a przede wszystkim ZAKOCHANA (z nutką zazdrości ;) Musisz wpadać jeszcze częściej do Hongkongu! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

  • MATYLDA
    7 stycznia 2015

    to Honkong sprzyja, moze byc pomocny aby sie zakochac?:) To zaczne patrzec i na ten kierunek, wszak dni urlopu nie moga sie zmarnowac
    :)

    • Aleksandra Świstow
      16 stycznia 2015

      Ja się zakochałam w Shenzhen :-P A tak naprawdę to się zakochałam „na odległość” w kimś, kogo w Shenzhen spotkałam. Opiszę całą historię na blogu, bo jest (nawet dla mnie) niewiarygodna :-)

  • ania
    9 stycznia 2015

    powodzenia w nowym roku i w milosci :))

  • MATYlDA
    9 stycznia 2015

    Parę lat temu na pewnej domowej imprezce , pewien 30 letni kolega jak mu nie wyszła znajomość z jakąś niewiastą rzekł”MNIE TO JUŻ NIC DOBREGO W ZYCIU NIE SPOTKA” Wtedy to ZDANIE BYŁO WESOŁE:) i nawet nas rozbawiło ale im bliżej rubikonu juz tak wesoło nie jest,tyle,że spokojnie.jedynki są wszak niepodzielne:)

  • Matylda
    10 stycznia 2015

    A ja myślę sobie,że na roku 2014 , w którym u Oli były zmiany w 2015 będą kolejne i tak obstawiamprzed spotkaniem z jedsno rękim bandytą zzawlk wody:), W 2015 Oladokończy książki, nastepnie bedą wywiady spotkania z czytelnikami-nieodpłatnie służę pomocą, no zajeden egz dzieł, następnie Ola wsiądzie do wlk ptaka AIR FRANCE i będzie nadawała z nad tamizy, a to dobrze wróży bo łatwiej tam się dostać i mozna pałaszujac bagietkę, popijają lattwe miło spędzić czasd

  • Beata
    16 stycznia 2015

    Ależ Ci zazdroszczę! :) Jak ja bym chciała, żeby mój rok tak pędził, żeby dni mi się zlewały w jedną wielką przygodę ;) Do tego Twojego stycznia i lutego to chętnie bym się od razu przeniosła nad (na?) wulkan Taal i do tych misi koala. Tam to bym mogła nawet cały rok spędzić, choć wtedy czuję, ze doceniłabym wolno płynący czas ;)Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę powodzenia w kolejnych miesiącach :)

  • MATYLDA
    19 stycznia 2015

    HA, a mnie coś tkneło i tak spogladam w kierunku biletów do Honkongu.I tak aeoflot był po 1604 zł w marcu i cio?
    ni9 co było i się sprzedało a wczoraj to były po 2 tysie nic aby było ciepło:)

    to dozobaczenia w RP:)

  • Julia
    27 stycznia 2015

    Życzę aby następny był jeszcze bardziej pojechany ;) oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dołącz do Pojechańców!

 

Zapisz się do newslettera i otrzymuj raz w tygodniu list z wskazówkami dotyczącymi jednego z Pojechanych kierunków podróży lub rady, jak zrobić sobie fajne życie. Weź udział w ekskluzywnych konkursach z nagrodami tylko dla Pojechańców.

 

Kliknij TU i zapisz się do newslettera!