Back to home
życie w Chinach

Dlaczego wcale NIE mam fajnie

Z komentarzy na blogu i otrzymanych maili wnioskuję, że niektórzy uważają, że dobrze mi w Państwie Środka i że prowadzę fajne życie. Są nawet tacy, którzy też by chcieli wyjechać na drugi koniec świata i pożyć sobie chwilę w zupełnie innej kulturze. Postanowiłam zatem pokazać, że to życie na emigracji w Chinach wcale nie jest takie różowe jak się niektórym wydaje.

Oto 10 powodów, dla których wcale NIE mam fajnie:

1. Pogoda– ciągle jest ciepło! Bardzo gorąco, gorąco albo po prostu ciepło. Małe prawdopodobieństwo, że założę tu stylowy płaszczyk, wełnianą czapkę i szalik pod kolor. Dopiero co zamieniłam klapki na trampki i to w sumie głównie dlatego, że Chińczycy w tęsknocie za zimą chodzą już w puchowych kurtkach (nawet przy +20 stopniach) i mi było głupio. No i śniegu nie ma, a co to za święta bez śniegu?

2. Znajomości– wciąż poznajemy nowych ludzi z całego świata. Ciągle ktoś wyjeżdża, przyjeżdża, wyprowadza się, wraca- trudno się połapać.

3. Odmienność– wszyscy się na mnie patrzą, wszyscy się uśmiechają, co druga osoba mówi „hello” na mój widok. Spróbujcie odpowiadać „cześć” każdej napotkanej osobie a potem pomyślcie ilu jest Chińczyków…

4. Jedzenie– tu nie ma schabowych. Niektórym prawdopodobnie ten argument wystarczy. Może dodam tylko jeszcze, że Chińczycy słodzą parówki, czerwoną fasolą nadziewają cukierki, a mięsem słodkie bułki. I nigdy nie mam 100% pewności co zamówiłam. Wciąż jestem zmuszana podejmować ryzyko i odkrywać nowe smaki.

5. Pranie– nasz hotel nie ma pralni! Do wyboru mamy pralnię 5 gwiazdkowego hotelu, w której upranie koszulki kosztuje tyle co nowa, lub wożenie brudów autobusem godzinę w jedną stronę. Piorę więc ręcznie. Kto z was ostatnio wyżymał spodnie jeansowe? No właśnie…

6. Niewiadoma– to nasze hasło przewodnie. Nie wiemy jak długo zostaniemy w Chinach, kiedy polecimy na Filipiny, a kiedy do Laosu. Nie wiemy też czy uda nam się poopalać na Andamanach i powłóczyć po Birmie.

7. Język– nie rozumiemy chińskiego. Mogą nas obgadywać prosto w twarz a my będziemy się tylko głupio uśmiechać- wyobrażacie sobie?!

8. Wstawanie– nie muszę rano wstawać. Sama planuję i rozliczam się ze swojej pracy, lekcje angielskiego będę natomiast prowadzić popołudniami. Wiecie ile samodyscypliny i uporu potrzeba żeby podnieść się z łóżka gdy takiej konieczności nie ma?

9. Piasek– mieszkam przy plaży i byłoby super gdyby… nie ten piasek. Jest wszędzie! Sami musicie chyba przyznać, że nikt nie lubi piasku w łóżku!

10. Wszystko tu jest „made in China”! Aaaa… przepraszam, macie tak samo ;-)

Dameisha

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

By Pojechana, 13 grudnia 2012 Człowiek od rzeczy niemożliwych, menadżerka, przedsiębiorczyni, dziennikarka, pasjonatka podróży, miłośniczka gór i cienia palm. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 50 krajów, mieszkała w Anglii, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".
  • 17

Pojechana

Człowiek od rzeczy niemożliwych, menadżerka, przedsiębiorczyni, dziennikarka, pasjonatka podróży, miłośniczka gór i cienia palm. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 50 krajów, mieszkała w Anglii, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

17 Comments
  • wg108
    13 grudnia 2012

    To banalne co powiem, ale każdy kraj ma swoją specyfikę, gdzie nie pojedziemy to będziemy obcy. Zawsze będziesz Polką, gdziekolwiek Cię wiatr poniesie. Choćby nie wiem jak wiele rzeczy podobało nam się w innym kraju to pewnego dnia tęsknota za schabowym weźmie górę.
    No i jest chyba coś takiego – przynajmniej ja tak mam – że wracając z zagranicy wolę by mi już polski policjant wlepił mandat…

    • Pani Peonia
      13 grudnia 2012

      No, ale sa kraje, gdzie chociaż można udawać miejscowego, a w Chinach czy Japonii trudno. Ale chetnie bym chwilę tam pomieszkała – ot z miesiąc. Pewnie już nie zdążę zobaczyc Chin.

    • pojechana
      14 grudnia 2012

      Może nie za schabowym, ale za bliskimi relacjami owszem. Mam w Polsce cudownych przyjaciół i wiem, że choćbym nie wiem jak się starała i gimnastykowała to relacje budowane w innym kręgu kulturowym nie będą takie same. Też mogą być piękne i motywujące, ale zawsze będą inne. I głównie z uwagi na przyjaźnie nigdy nie wyjechałam i raczej nie wyjadę z Polski na zawsze. Ciągnie mnie po świecie, za przygodą i doświadczaniem innego, ale mój dom jest w Warszawie.

  • kamischka
    13 grudnia 2012

    oj rozumiem doskonale niektóre z tych problemów… wprawdzie byłam w Chinach tylko przez 2 tygodnie, ale było to wielkie wyzwanie i szczerze mówiąc nie był to mój najlepszy wyjazd, głównie przez Chińczyków ;) niby mili i pomocni, a jednak coś nie do końca było ok. a już jak mi robili zdjęcia jak spałam w pociągu przelało czarę goryczy ;) dlatego tym bardziej podziwiam, że udaje Ci się mierzyć z chińską rzeczywistością na codzień!

    • pojechana
      13 grudnia 2012

      U mnie po dwóch tygodniach była jeszcze euforia, po miesiącu miałam ochotę zrzucić tu jakąś bombę ;-) Teraz jest na zmianę, ale z rosnącą przewagą dni gdy myślę o nich pieszczotliwie jako o „moich Chińczyczkach”.

  • Jacek Pierzynski
    13 grudnia 2012

    Właśnie wymieniłaś powody dla których moim zdaniem MASZ fajnie :) I dlatego też sie w te okolice przeprowadzam :) PS. Bardzo lubie twojego bloga. Pozdrawiam! J

  • boliviainmyeyes
    13 grudnia 2012

    hahaha, w zasadzie u mnie jest podobnie, tylko zamiast z plazy mam piasek z ulicy:)

  • Basia ;)
    14 grudnia 2012

    Haha, dobrze napisane ;) Coś za coś niestety, mi jak mieszkałam w Azji najbardziej doskwierał punkt 3 ;) Wreszcie zrozumiałam jak muszą czuć się gwiazdy gdy ludzie wszędzie i ciągle się na nich gapią…

  • bubuś
    14 grudnia 2012

    Jeśli jesteś w stanie chodzić tam w jeansach, to chyba nie jest aż tak gorąco :-))

    • pojechana
      14 grudnia 2012

      Tak jak pisałam- czasami jest tylko ciepło. Teraz na przykład jest zima, na termometrze jedynie 24 stopnie. A jeansy kocham miłością dozgonną i nie wyrzeknę się ich nigdy (coś jak Chińczycy klimatyzacji) ;-)

  • mamjakty
    16 grudnia 2012

    oj, wyczuwam odrobinę przekory:) ale może podróżnicy tak mają i dlatego cięgle dążą do poznania nowych miejsc? tak jak pisał wcześniej Jacek – wymieniłaś powody, dla których warto jechać na drugi koniec świata (może faktycznie poza tą pralką:))

  • Krzysztof Bar
    21 grudnia 2012

    „Małe prawdopodobieństwo, że założę tu stylowy płaszczyk, wełnianą czapkę i szalik pod kolor” – taaak to jest problem ;)

  • disqus_MQ19YGefVi
    2 kwietnia 2013

    szczerze? brzmi jak mega ironia i nakpiwanie się z polskiej rzeczywistości, w której większość czytelników tkwi….

  • Ola Świstow
    2 kwietnia 2013

    Widzę, że wpis wymaga aktualizacji: otóż mam pralkę i są tu schabowe! Tylko mizerii do nich nie dają ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Dołącz do Pojechańców!

 

Zapisz się do newslettera i otrzymuj raz w tygodniu list z wskazówkami dotyczącymi jednego z Pojechanych kierunków podróży lub rady, jak zrobić sobie fajne życie. Weź udział w ekskluzywnych konkursach z nagrodami tylko dla Pojechańców.

 

Kliknij TU i zapisz się do newslettera!