Nowy dom: Shenzhen 2 komentarze


Pewnie uznacie, że jestem wyjątkowo perfidna wyskakując z taką informacją w poniedziałek rano. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że u mnie jest już popołudnie i to, że tak bardzo jestem zaistniałym faktem podekscytowana, że absolutnie nie mogę z tą informacją zaczekać do wtorku. Otóż od dziś będę pisać dla Was z plaży! Ewentualnie z balkonu, z którego ową plażę widać. Dodatkowym bonusem z przebywania na plaży, (poza możliwością schłodzenia się w morzu oczywiście) jest fakt, że otaczają ją góry. A i bym zapomniała! Za plecami mam jeziorko z malowniczymi kanałami.  Żeby zobaczyć góry z hotelu muszę… wyjść na korytarz. Już mnie nie lubicie, co? No dobra, żeby nie było tak bajkowo to dodam, że dziś akurat jest trochę pochmurno.

Od wczoraj jesteśmy w Shenzhen, gdzie spędzimy kilka najbliższych miesięcy. Mieszkamy w wypoczynkowej (Dameisha) części dystryktu Yantian, do centrum jest stąd około godziny autobusem.  Na wprost morze, wokół góry, hotele, restauracje, przystań żaglówek, cisza i spokój. Naprawdę! Co za cudowna odmiana po Szanghaju. Złoty Tydzień na szczęście już się skończył, sezon wakacyjny chyba również bo ulice są puste.  W całym Shenzhen jest zakaz jazdy na motorach/skuterach (chyba z pominięciem tych elektrycznych bo kilka już widziałam) co dodatkowo sprawia, że ruch uliczny jest mniej uciążliwy.

Jakbym miała porównać to miejsce do któregoś zakątka Europy to byłoby to chyba Lazurowe Wybrzeże. Tylko trzeba by je trochę rozciągnąć. I skutery zamienić na rowery miejskie, których jest tu mnóstwo. Koniecznie musimy rozpracować system ich wypożyczania- instrukcja dostępna oczywiście wyłącznie po chińsku.

Mieszkamy 10 minut od plaży spacerowym krokiem. Nasz hotel czasy swojej świetności ma już za sobą, bądź nigdy ich nie doświadczył. To znaczy niby wszystko elegancko i na wysoki połysk, ale tylko w założeniu. Obsłudze przydałby się dogłębny kurs konserwacji powierzchni płaskich i pionowych. Próbowałam się tego podjąć, ale przegrałam z lokalnym poczuciem estetyki. To chyba cecha narodowa- ten brak przywiązania do czystości. Jeśli powiedzenie „czysty dom jest oznaką nudnego życia” jest prawdziwe, to Chińczycy muszą doświadczać wyjątkowo ekscytujących przeżyć na co dzień. Poprosiłam o umycie szklanej balustrady balkonu- panie umyły ją od wewnątrz i pokazały, że brud, który mi przeszkadza jest na zewnątrz. Na umycie zewnętrznej strony za nic nie chciały dać się namówić. Trzeba jednak przyznać, że mimo ich braku znajomości angielskiego a mojej chińskiego, całkiem nieźle nam się współpracuje.  Udało mi się już za pomocą kalamburów zdobyć  dodatkowe wieszaki na ubrania i krzesło balkonowe (nie było łatwo z tym balkonem).  Jeszcze kilka zgadywanek i będzie można powiedzieć, że się tu urządziliśmy.

Oczywiście nasz przyjazd do Shenzhen nie wyczerpuje tematu Szanghaju i okolic- mam jeszcze kilka miejsc/historii/zdjęć w zanadrzu. A jak trochę już sobie pomieszkam to ruszę w miasto i za miasto w poszukiwaniu nowych tematów.


Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 komentarzy do “Nowy dom: Shenzhen