Hangzhou 6 komentarzy


Pod koniec pobytu w Szanghaju, odrobinę zmęczeni Golden Week-owym tłumem, postanowiliśmy uciec na chwilę z miasta do… mniejszego miasta, 8 milionowego Hangzhou. Bez sensu? Nie do końca, Hangzhou leży bowiem nad  West Lake, którego krajobraz kulturowy został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Poza malowniczym położeniem ma też bogatą historię, jest bowiem jedną z 8 starożytnych stolic Chin.  Zamarzyło nam się wylegiwanie na trawiastym brzegu, romantyczny rejs łódką, chwila spokoju. Na tą jednodniową wycieczkę wybrali się z nami niedawno poznani znajomi: Szymon (z Polski) i Laura (z Hiszpanii).

Muszę przyznać, że nie bardzo wierzyłam w szansę na zakup biletu kolejowego podczas Złotego Tygodnia. Na szczęście moje obawy sprawdziły się tylko połowicznie: nie udało nam się kupić biletu na ten sam dzień (tylko „na pojutrze”) i były miejsca tylko w klasie „soft seat”. Biorąc pod uwagę niską cenę (78 rmb za dystans 180 km pokonywany w 1,5 h) transakcja bardzo udana. Potrzebę doświadczenia podróży na „hard seat” wśród chińczyków rzucających śmieci pod nogi dzieciom, srającym przez dziurę w majtkach wprost na podłogę, zrealizuję innym razem.

Dworzec Hong Quiao jest w typowo Szanghajskim stylu: ogromny i nowoczesny.  Lotnisko Chopina w Warszawie może się przy nim schować… Kilka poziomów, ruchome chodniki i schody, wielkie poczekalnie przed wejściem na peron, automatyczna kontrola biletów. W pociągu niemiecka precyzja i francuska elegancja, wygodne siedzenia, dużo miejsca no i  ta prędkość! Ahh… gdyby pociągi w Polsce tak jeździły! Dworzec w Hangzhou to już zupełnie inna bajka. Proszę Państwa, tu są Chiny! Podróżni czekają na porozkładanych na posadzce gazetach, w powietrzu zapach ekspresowych zupek, wszędzie walają się resztki jedzenia, niedopałki papierosów, ślady splunięć. Ludzie śpią, grają w karty, usypiają dzieci. Wszystko na podłodze dworca.

Mamy mapę, wiemy gdzie jechać- łapiemy taksówkę. I tu wielki zonk… Kolejni taksówkarze odprawiają nas z kwitkiem, wokół nas zbiera się grupa prywatnych przewoźników, którzy żądają 100 rmb za podwiezienie nas kilka kilometrów, podczas gdy z taksometru wyszłoby max 15. Wszyscy krzyczą, nikt nikogo nie rozumie, jest gorąco i duszno. Olewamy naciągaczy i idziemy pieszo kilka przecznic by w spokoju znaleźć uczciwy transport. Wsiadamy do taksówki, pokazujemy miejsce na mapie, w odpowiedzi wylewa się rzeka niezrozumiałych słów, samochód dalej stoi. W końcu Laura krzyczy po chińsku „jedź!” i o dziwo… ruszamy. W kilka minut znajdujemy się nad jeziorem.

West Lake jest (jak przystało na Chiny) ogromne. Ogromne są też tłumy chińskich turystów. Nabrzeżnym deptakiem płynie morze czarnych głów. Nie ma wolnej ławeczki ani kawałka trawnika, nie ma upragnionej ciszy i spokoju. Wszędzie baloniki, trąbki, chorągiewki przewodników, flesze aparatów, gwar i tłok. Po krótkim marszu wzdłuż jeziora decydujemy wejść w przyjemnie chłodny las i wspiąć się wybudowanej w 968 roku kamiennej Pagody Baochu. Po drodze przystanek w Forest Bar na zimne piwo- bardzo nam się podoba ten punkt programu.

Spod pagody wędrujemy labiryntem leśnych ścieżek, podziwiamy panoramę Zachodniego Jeziora z licznymi  wyspami, łódkami, mostkami , w tym Broken Bridge, którego (zgodnie z legendą o kobiecie- białym wężu) nie powinny przekraczać pary, gdyż grozi to rozpadem ich związku. Widzimy z daleka Pagodę Liuhe , której bogato zdobiony dach wyrasta z zarośli Słonecznego Wzgórza, świątynię Jingci  i szczyty wieżowców na horyzoncie, po drodze odwiedzamy buddyjską świątynię wkomponowaną w skalną ścianę. Cień lasu przynosi przyjemne ukojenie, oddziela od upału i zgiełku.

Schodzimy na dół, mijamy tłumy przed wejściem do świątyni Yue Fei.  Szybki obiad na schodkach prowadzących w otchłań jeziora (na wolny stolik przy aktualnym oblężeniu miasta nie ma co liczyć) i łapiemy łódkę płynącą na Wyspę Trzech Luster Odbijających Księżyc. Tajemnicze lustra to jeziora w jeziorze, które urokliwie migoczą w ostatnich dziennych promieniach. Oglądamy zachód słońca- widok, który podziwiamy znajduje się na rewersie banknotu 1 yuana, wiatr lekko porusza starożytne chińskie boje, po tafli jeziora dumnie suną złote smocze łodzie.

Wsiadamy w powrotną łódź, która wiezie nas… no właśnie, wiezie nas na przeciwny brzeg jeziora. Nie bardzo wiemy gdzie jesteśmy, pewne jest jedno: do dwora daleka droga tymczasem nasz pociąg odjeżdża za… godzinę! Pokazujemy taksówkarzom dworzec na mapie, baaaardzo wyraaaaźnie mówimy po chińsku i angielsku na zmianę- nic, ściana! Kolejni taksówkarze odjeżdżają, nie rozumieją bowiem gdzie mieliby nas zawieźć. Perspektywa przymusowego noclegu w Hangzhou przybliża się z każdą mijającą minutą. Nagle jeden z kierowców zaczyna naśladować rękami ruch kół pociągu i wydaje z siebie przeciągły gwizd parowozu! Wychodzi na to, że zdążymy 🙂

 


Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w Angli, Chinach i Francji. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 komentarzy do “Hangzhou

  • wg108

    Ciekawa opowieść. Pewnie większość odmawiających kursu taksówkarzy niepiśmienna, skoro nawet z mapy nie wywnioskowali gdzie was zawieźć, a może brzydko pachnieliście, z europejska 😉

  • Izu

    O tak, to całe Hangzhou 🙂 Bardzo dobrze się tu mieszka 🙂 Taksówkarze wokół popularnych okolic nie chcą brać pasażerów na krótkie kursy bo im się to nie opłaca, czekają na takich co chcą jechać dalej i mogą sobie na to pozwolić bo klientów jest masa, więc jest w czym przebierać. A jeśli np. mówicie po chińsku, ale zle wymawiacie to jest ogromna szansa, ze nikt was nie zrozumie w ogole, natomiast po angielsku malo kto tu mowi. W kazdym razie Hangzhou to wspaniale miasto polecam kazdemu 🙂

  • Lidka

    W tym roku byłam na wycieczce w Chinach. Byłam zauroczona i zachwycona tym krajem. Zupełnie inaczej sobie go wyobrażałam, Czyściutko i milutko. Ludzie tutejsi sympatyczni i bardzo ciekawi nas. Miałam powodzenie jako blondynka. Każdy chciał zdjęcie sobie zrobić ze mną. Fajne to było. Tyle kwiatów co tam zobaczyłam to tylko z Grecją mogą konkurować. Chętnie jeszcze raz bym tam pojechała ale na dłużej i trochę w inną część kraju. Tam gdzie są misie pandy. Z całego serca polecam Chiny!!!!!!!!!!!!!!!!!