Bajkowa zima w Annecy 12 komentarzy


Zasypiam w alpejskiej Wenecji (tak nazywane jest „moje” Annecy), budzę się w Narni. Owijam się kocem i ściskając w dłoniach kubek z gorącą kawą wychodzę na balkon, by być odrobinkę bliżej pokrytych białym puchem górskich szczytów, na które mam widok. Pod blokiem dwóch nastolatków rzuca się śnieżkami. Pierwszy uśmiech na mojej twarzy wywołał dziś świeży śnieg, który okrył puchową kołdrą cały widoczny z mojego okna świat, ich radosne krzyki wprawiają mnie w jeszcze lepszy nastrój.

Ubieram się ciepło i wsiadam na rower. Pierwszy przystanek robię tradycyjnie na słynnym Moście Zakochanych, czyli Pont des Amours, skąd rozciąga się widok na jezioro Annecy i Mont Veyrier- widok, który uwielbiam o każdej porze roku. Choć jest kilka stopni poniżej zera, pogoda nie odstraszyła licznych spacerowiczów spragnionych podziwiania tego samego co ja obrazka. Robię kilka zdjęć do mojej przepastnej kolekcji zdjęć z dokładnie tego samego miejsca (nigdy nie moge się powstrzymać) i ruszam dalej wzdłuż jeziora, jego zachodnim brzegiem, gdzie biegnie ścieżka rowerowa. Mijam mały port żaglówek, basen des Marquisats i stację uzdatniania wody, pokonuję jedyne na tej trasie odczuwalne w pedałujących nogach przewyższenie i już jestem w uroczym podmiejskim Sévrier, gdzie każda z pięknych willi ma widok na jezioro i otaczające je góry.

Zatrzymuję się na jednym z prywatnych pomostów, wzdłuż którego kołyszą się motorówki. Daję sobie chwilę, by w spokoju nacieszyć się pięknem otaczającej mnie przyrody i ruszam dalej- moim celem jest piaszczysta plaża w Saint-Jorioz, na której spędzałam letnie leniwe popołudnia z książką, a której jeszcze nie widziałam o tej porze roku. Zimny wiatr smaga moje czerwone już zapewne policzki, ale uśmiech nie schodzi z twarzy. Jakże by mógł, gdy wokół jest tak pięknie! Mijam stadninę koni i wjeżdżam na leśną ścieżkę prowadzącą na plażę, z której widać klify Roc de Chere, będące popularnym miejscem do deep water solo (wspinaczki bez zabezpieczenia, zakończonej skokiem do wody). Tu, na otwartej przestrzeni zimno daje mi się we znaki, szybko więc wracam do Annecy na kubek gorącej czekolady w jednej z uroczych kawiarenek starego miasta.

Nocleg w Annecy z klimatem i w przystępnej cenie: Hostel Woodstock.

Przez przepiękną, poprzecinaną kanałami starówkę Annecy wije się świąteczny bazar Marché de Noël. Kupić tu można mydło i powidło: przysmaki z różnych regionów Francji (w tym mój absolutny hit: ciągnące się, jedwabiste danie z sera i ziemniaków z dodatkiem trufli, czyli aligot), drewniane zabawki, jedwabne apaszki, czekoladowe łakocie, gry planszowe, biżuterię i ciepłe rękawiczki.


To nie jedyna świąteczna atrakcja miasteczka, co wieczór, przez cały grudzień, Annecy bawi się w świątecznej wiosce Village d’Hiver de la Montagnette. Dj miksuje hity z lat 90-tych, w powietrzu unosi się zapach grzanego wina, dźwięki muzyki mieszają się z gwarem rozmów i śmiechu tłumu zgromadzonego pod drewnianym dachem. Z otaczających miejsce zabawy drewnianych chatek serwowane są francuskie naleśniki crêpe z czekoladą, gorące kiełbaski, deski serów, ostrygi, piwo i obowiązkowo szampan. „Śnieg!”, „śnieg!”- słyszę wesołe okrzyki. Rzeczywiście, z nieba zaczęły sypać ogromne białe płatki. Mnie też to cieszy.

Budzik wyrwa mnie z głębokiego snu (poprzednia noc skusiła zabawą przy grzanym winie), szybko pakuję do plecaka kilka energetycznych przekąsek i termos z gorącą herbatą, chwytam narty, gogle, ciepłe rękawice i kask (safety first!) i zbiegam na dół, gdzie już czekają znajomi w pełnym narciarskich ekwipunku i z kartonem (!) croissantów. Na schodach spotykam dwóch sąsiadów, również z nartami- dzień wolny od pracy w przykrytym śniegiem alpejskim miasteczku to dzień na szaleństwa na stoku w jednym z pobliskich resortów narciarskich. A wybór mamy tu spory: La Clusaz, Manigod, Le Grand-Bornand, La Sambuy, Merdassier to tylko niektóre z nich. Znajdzie się tu opcja na każdą kieszeń i na każdy poziom umiejętności. My, grupa początkujących, jedziemy do oddalonego zaledwie 30 minut jazdy samochodem od Annecy Semnoz. A tam zabawa w białym puchu przez cały dzień. Gdy już czuję się pewnie na krótkich trasach (swoją przygodę z narciarstwem zaczęłam ubiegłej zimy i jeździłam zaledwie 3 dni, ale okazuje się, że jestem zdolną uczennicą), wjeżdżam wyciągiem krzesełkowym na szczyt Semnoz, żeby suszować z widokiem na Mont Blanc i uczuciem, że wybrałam sobie najwspanialsze miejsce do życia. Lubię to uczucie.

Zima w Annecy zdecydowanie da się lubić, w Annecy przebieram nogami na kolejny biały weekend. Spacer w rakietach śnieżnych jedną z pobliskich tras trekkingowych z widokiem na jezioro Annecy, a może szaleństwo na stokach kolejnego resortu narciarskiego? Oby mi na wszystkie plany wystarczyło tej pięknej alpejskiej zimy.

A Wam udało się oswoić tą mroźną porę roku?

 Zarezerwuj najlepszy nocleg w Annecy

Podoba Ci się? Daj lajka, podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!



O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 komentarzy do “Bajkowa zima w Annecy