Dziewczyny robią biznesy 10 komentarzy


Słyszeliście kiedyś, że kobieta kobiecie wilkiem? Że baby to by sobie pazurami oczy najchętniej nawzajem wydrapały? Że kobiecie najgorzej pracuje się z innymi kobietami? Jej, jak mnie takie gadanie wkurza! Mnie w ogóle głupota wkurza, a to stwierdzenie jest wyjątkowo głupie, bo przecież fajni ludzie się wspierają, inspirują i współdziałają- niezależnie od płci.

Często się też słyszy, że ktoś robi coś „jak baba”. Znaczy, że wolniej, gorzej, pokraczniej… I to mnie też strasznie wkurza i ja się na takie gadanie nie zgadzam. I na potakiwanie. I na słuchanie tych krzywdzących bzdur bez żadnej reakcji. Ja Wam pokażę jak to jest robić coś jak baba. Patrzcie, podziwiajcie i inspirujcie się- to moje dziewczyny, przebojowe kobiety z mojego otoczenia i ich zrobione „po babsku” biznesy.

Gabi & Monika Łukacijewskie i ich ZURBANO

Gabrielę poznałam w… Chinach. Razem chodziłyśmy po tęczowych górach i organizowałyśmy urodzinowe przebierańce, by dwa lata później wpaść na siebie na rozdaniu nagród National Geographic. Gabi zdarzyło się jeszcze po drodze wpaść do mojego chińskiego Shenzhen na weekend. Z Warszawy. Zawsze wiedziałam, że ta pełna energii i niezwykle pracowita dziewczyna „zrobi” sobie sukces. I zrobiła, razem z siostrą Moniką.

O początkach i misji Zurbano opowiada młodsza z siostrzanego duetu, Monika:

„Pomysł założenia własnej firmy obuwniczej narodził się w Madrycie. Studiowałam wówczas prawo w Warszawie, jednak na piątym roku wyjechałam do Hiszpanii na stypendium. Pamiętam, że jadąc tam, w zasadzie nie wiedziałam czego się spodziewać, a okazało się, że czas spędzony w Madrycie był jednym z najbardziej inspirujących w moim życiu. Uwielbiałam elegancję tego miasta, jego szyk, to że spacerując ulicami napotykałam sklepy ze świetnym obuwiem, często małe sklepiki, w których czułam się, jakby cofnął się czas. Butów, jakie tam szyją, nie można było znaleźć w Polsce. Tamte buty mają w sobie coś więcej, taki klimat, duszę- to widzi się w liniach, w skórze, w szyciu. Dla mnie to był raj, bo buty zawsze uwielbiałam.

Z drugiej strony widziałam potencjał na polskim rynku, bo brakowało nam obuwia wysokiej jakości, kobiecego, które byłoby jednocześnie wygodne. Wiedziałam już wtedy, że chcę zająć się butami, połączyć klimat klasycznego Madrytu z szybkim życiem Warszawy i robić buty, jakich nie ma w Polsce, eleganckie, kobiece, które miałyby to coś. Po powrocie do kraju zaczęłam rozwijać firmę razem z siostrą.

ZURBANO to w stu procentach polski design, w Warszawie tworzymy projekty butów, których produkcję zlecamy rodzinnym fabrykom w Hiszpanii, Portugalii i we Włoszech, które szyją dla światowych domów mody. To jest coś, co nas wyróżnia i z czego jesteśmy bardzo dumne. Oczywiście początki nie były łatwe, ale firma ma już dwa lata i klientki w całej Polsce, co nas ogromnie cieszy. Następnym krokiem będzie wyjście na rynek europejski- przed nami mnóstwo pracy.”

Zajrzyjcie na stronę Zurbano i na stylowego zurbanowego Facebooka.

Ania i jej DON’T NEED NO SAMURAI

Anię Danaj znam z warszawskiego klubowego podwórka, a projektowane przez nią ciuchy noszę i uwielbiam od pierwszego egzemplarza, który trafił w moje ręce jeszcze przed premierą marki DNNS na polskim rynku. Ania o swoim kolorowym dziecku mówi tak:

„DON’T NEED NO SAMURAI to lifestylowy brand odzieżowy dedykowany pasjonatom wszystkich sportów deskowych i ludzi, którzy DON’T NEED NO SAMURAI to rock on! Dla tych, którzy lubią spędzać czas na wodzie i śmigać w puchu. Marka powstała w 2012 roku z zamiłowanie do rysunku i grafiki, które przeniosłam na ubrania. Kolekcje są limitowane, a od dwóch lat zapraszam do współpracy najlepszych ilustratorów. Mocno stawiam na kolor, choć „black on black” to moja ulubiona linia.

DNNS to nie same ciuchy, to także zdjęcia, produkcje video, projekty promujące ekstermalne zajawki. Nie ma nudy! DON’T NEED NO SAMURAI, it’s more than a brand, it’s a lifestyle.”

Zajrzyjcie na stronę DNNS i na zajawkowego nosamuraiowego Facebooka.

Ola i jej Koszykowa 70

Z Olą Bąkowską przyjaźnimy się od 17 lat (!), realizację jej marzenia o własnym salonie piękności podglądałam więc od zaplecza, pomagając rozstrzygać rozmaite dylematy (na przykład dekoracyjne). Od początku wierzyłam w powodzenie jej beauty biznesu- w końcu to ona odkryła przede mną moje kości policzkowe i nauczyła dobierać kosmetyki.

Ola o swoim salonie piękności Koszykowa 70 mówi tak:

„Pod koniec drugiego urlopu macierzyńskiego zrobilam profesjonalny kurs wizażu- czemu? Bo zawsze chciałam, po prostu. Jako 19 latka wyobrażałam sobie siebie wykonującą piękne makijaże i moje szczęśliwe klientki. Życie jednak potoczyło się zupełnie inaczej: wylądowałam w korporacji, gdzie zdobywałam doświadczenia życiowe i zawodowe, wspinając się po kolejnych szczeblach kariery. Wbrew temu, co się powszechnie mówi o pracy w korporacjach, ja bardzo cenię sobie ten czas. Jednak po drugim urlopie macierzyńskim nie bardzo miałam do czego wracać. Pracodawca zachęcał do wzięcia odprawy i poszukania szczęścia gdzie indziej. Przyznam, że gdy uczeszczałam na kurs wizażu, gdzieś z tyłu głowy pojawiła mi się odważna myśl posiadania własnego, pięknego make-up roomu i tłumu klientek, ale na poważnie nie zakładałam wtedy realizacji tego marzenia. Dopiero po odejściu z pracy i trzech miesiącach bardzo intensywnych rozważań co dalej, pomyślałam sobie: jak nie teraz, to kiedy?

Dziś stoją przede zupełnie inne wyzwania, z którymi wcześniej nie miałam styczności, więc codziennie uczę się nowych rzeczy. Jak dobrze zrobić witrynę? Cały czas szukam inspiracji. Jak powinien wyglądać szyld, aby spełniał swoje funkcje? Jak najlepiej i gdzie się reklamować? Mam bzika na punkcie jakości swoich usług i doskonale wiem co chcę oferować swoim klientkom, a to oznacza ciężką pracę całego zespołu- jak go najlepiej motywować? Z ogromną satysfakcją patrzę jak kolejne klientki wychodzą rozanielone z mojego salonu i choć nie mam tak naprawdę nigdy prawdziwego wolnego, to nie dałam się zwariować i cieszę się, że podjęłam ryzyko realizacji swojego zawodowego marzenia.”
Zajrzyjcie na stronę salonu Koszykowa 70 i na kobiecego koszykowego Facebooka.

Agata i jej LA WOMAN

Agata Krotowska była dla mnie przez lata po prostu przyjaciółką przyjaciółki, aż postanowiła dołączyć do międzynarodowej ekipy odwiedzającej mnie w Tajlandii podczas mojej podróży dookoła świata. Wtedy zainteresowałam się co tak w ogóle ta dziewczyna robi w życiu. Zobaczyłam jej projekty i powiedziałam „wow!”.

Tak o swojej marce La Woman opowiada Agata:

„Najlepsze pomysły rodzą się z prawdy. W moim przypadku było to codzienne doświadczenie pracy w korporacji w klasycznej koszuli. Była to koszula słabej jakości, do bólu przeciętna i bezpłciowa. Postanowiłam, że stworzę zupełnie nową jakość na rynku damskich koszul: koszule, które podkreślą profesjonalizm nie zapominając o kobiecości, dbając o najlepszą jakość tkanin i wykonania. Tak powstała La Woman. Misją marki jest oferowanie najpiękniejszych i najlepiej dopasowanych do damskiej sylwetki, świetnych jakościowo koszul. Wspieram kobiety w osiąganiu ich codziennych celów i pozwalam im czuć się komfortowo i profesjonalnie w biznesowo wymagających sytuacjach. Konsekwentnie, od ponad 3 lat rozwijam swoją firmę. Grono lojalnych klientek, które już nie wyobrażają sobie noszenia koszul innej marki powiększa się z miesiąca na miesiąc, przynosząc mi wielką radość z podjęcia odważnej decyzji o zaangażowaniu się na pełen etat w odnalezioną w sobie pasję.”

Zajrzyjcie na stronę La Woman i na stylowego lawomanowego Facebooka.

Magda Gauer i jej DiscoverAsia

Magda napisała do mnie kilka lat temu z prośbą o pomoc w promocji jej nowego projektu- wyjazdów z plecakiem do krajów Azji Południowo- Wschodniej. Pojechana była wtedy również w powijakach- pomogłam na tyle, na ile moje ówczesne zasięgi pozwalały, bo bardzo podobał mi się pomysł tej dziewczyny. Pomyślałam sobie, że sama bym chętnie otworzyła taki biznes, gdybym nie była taka leniwa. Gdy rok temu napisałam do biura DiscoverAsia, że chętnie pilotowałabym ich wyjazdy, zupełnie nie pamiętałam, że to TO biuro. Kto by pomyślał, że ta poznana mailowo dziewczyna zostanie kiedyś moją szefową.

Magda specjalnie dla Was opowiedziała o początkach DiscoverAsia:

„Pomysł na otwarcie biura podróży nie był dla mnie pierwszym i oczywistym wyborem. Bardzo długo zastanawiałam się, co chcę w życiu robić. Skończyłam studia na Politechnice Poznańskiej i pracowałam w korporacji jako inżynier budowy spędzając całe dnie „za biurkiem”. Obojętnie co robię, zawsze daję z siebie wszystko i chcę to robić jak najlepiej, więc byłam dobra w tym co robiłam, jednak cały czas mi czegoś brakowało. Teraz wiem, że brakowało mi sensu tego wszystkiego i pasji, która powodowałyby, że wstawałabym rano z uśmiechem i nie mogła się doczekać kolejnego dnia pracy. W poszukiwaniu odpowiedzi na to, co dalej w życiu robić, wzięłam miesięczny urlop bezpłatny i ruszyłam z plecakiem do Azji południowo-wschodniej. To było to! Zakochałam się w tym rejonie świata i po powrocie wiedziałam, że nic już nie będzie w moim życiu takie samo. Zaczęłam od importu rzeczy z Azji, by po wielu kolejnych podróżach na koniec świata i nauczeniu się podstaw języka tajskiego zdecydować, że chcę pokazać innym ludziom to, co sama tak pokochałam. Nie było łatwo zrezygnować ze stałej pracy w korporacji i pewnego zarobku na rzecz nowo otwieranego biura podróży, którego przecież nikt nie zna. Bałam się czy moja pasja wystarczy, aby odnieść sukces. Bardzo pomógł mi wtedy mąż, który powiedział, żebym spełniała swoje marzenia. Rzuciłam się na głęboką wodę i absolutnie nie żałuję! Oczywiście nie było łatwo, załatwienie formalności i wszystkich pozwoleń (biuro podróży to działalność ściśle regulowana) trwało kilka miesięcy, po drodze pojawiały się kryzysy i zwątpienie. Mało kto chciał zaufać małemu i nieznanemu biuru podróży. Na początku wszystkie wyprawy prowadziłam samodzielnie, było ich tylko kilka w roku. Teraz po kilku latach nasza ekipa liczy kilka osób w Polsce oraz kilkadziesiąt w Azji i rocznie organizujemy już dziesiątki wyjazdów grupowych i tyle samo indywidualnych. Jesteśmy też obecni na targach turystycznych na świecie. Specjalizujemy się tylko w wyprawach do Azji, głównie Tajlandii, Kambodży i Indonezji, jeździmy w małych grupach, w których o wiele łatwiej poznać prawdziwe oblicze odwiedzanego kraju. Wszystkie wyjazdy prowadzimy na luzie i po koleżeńsku, nie tworzymy niepotrzebnego dystansu między naszymi podróżnikami a nami. Oferujemy też bardzo konkurencyjne ceny. Na wyprawach skupiamy się na tym, aby zobaczyć, doświadczyć, poczuć, powąchać, spróbować i dotknąć, a nie tylko „zaliczyć” i ruszać dalej. Zapraszamy szczególnie osoby bez pary, które nie mogą znaleźć towarzysza podróży. Na wyprawach zawiązują się zwykle przyjaźnie i takie osoby kolejne podróże odbywają już wspólnie. W swoim „dorobku” mamy nawet małżeństwo (pozdrowienia dla Angeliki i Adama), które poznało się na naszej wyprawie w Indonezji.

W tej chwili przyszłość DiscoverAsia maluje się w bardzo kolorowych barwach. Klienci mi zaufali, a pozytywne opinie przekazywane dalej ustnie są dla mnie największą nagrodą. No i w końcu robię w życiu to, co sprawia mi wielką radość – pokazuję innym ciekawym świata ludziom, najdalsze zakątki naszego globu.

Zajrzyjcie na stronę DiscoverAsia i na egzotycznego discoverasiowego Facebooka.

Agata & Marta i ich Zdalne Babki

Moja znajomość z Agatą Grądecką i Martą Bartosińską, to doskonały przykład na to, że fajne przedsiębiorcze kobiety nie tylko szukają się nawzajem, ale i chętnie wspierają. Zdarzyło nam się już współpracować przy babskich projektach motywacyjnych, a ostatnio dziewczyny uratowaly mojego zawirusowanego bloga (tak, tego bloga).

Agata i Marta tak opowiadają o swoim projekcie:

„Zdalne Babki to kameralna firma z branży IT, założona i prowadzona przez kobiety. Naszą misją jest pokazanie, że tworzenie, administrowanie i rozbudowywanie strony internetowej nie musi wiązać się ze stresem, rozszyfrowywaniem zaawansowanego branżowego słownictwa czy ogromnymi kosztami. Staramy się wprowadzać naszych klientów w świat informatyki z uśmiechem, luzem i humorem. Nasza praca jest naszą pasją, dlatego przychodzi nam to dość naturalnie Na codzień obracamy się w świecie biznesu, ale ponad wszystko chcemy pozostać wierne sobie, naszym przekonaniom i stylowi życia – dlatego bardzo często możecie spotkać nas w trampkach z kawą w papierowym kubku na poważnych zawodowych spotkaniach. W biznesie jesteśmy takie jak w życiu i to jest chyba nasza największa siła.”

Zajrzyjcie na stronę Zdalne babki i na babskiego zdalnego Facebooka.

Ja i moja Pojechana

Wiedzieliście, że Pojechana jest już oficjalną marką i firmą? Taki sobie pojechany zawód zrobiłam. Po babsku, po swojemu, ale ze wsparciem innych fajnych kobiet.


Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

10 komentarzy do “Dziewczyny robią biznesy