Pojechana Movie: Chiński warzywniak 11 komentarzy


Zakupy w Chinach to temat rzeka, sens życia i główna rozrywka większości tubylców- w tej kwestii bardzo się różnimy. O chińskich sklepowych potworach oślepiających milionem kolorowych diod, ogłuszających kakofonią dzięków i pozostawiających z początkujących klientów jedynie mokrą plamę na brudnej podłodze pisałam we wpisie Sklep, który czyni szalonym. Lekko nie jest, nie-mąż nie poluje na dziką zwierzynę (zaraz, zaraz, dzikie zwierzęta? to raczej nie tu), ogródka z własnymi warzywkami nie ma, a jeść trzeba… Jako miłośniczka chińskich codziennych absurdów i przybrudzonego folkloru, znalazłam alternatywę dla zakupów żywnościowych w przerażających supermarketach- osiedlowy warzywniak. Właściwie to nie do końca warzywniak, a taki „świeżak”- sklep, w którym można dostać wszystko co świeże, nie zafoliowane, nie w kartonie, czyli warzywa, owoce, jajka, tofu, mięso, rozmaite wodne jadalne rośliny, żywe ryby i owoce morza (jak przyjdzie dostawa z pobliskiego portu).

warzywniak

Stoiska rozstawione na zakurzonym klepisku, kadzidła na miniaturowym ołtarzyku zaspokajają duchowe potrzeby… duchów, władza zerka z plakatu na ścianie czy wszystko w porządku, ekspedientki wyszywają makatki, a pod nogami plącze się rudy kocur. Obok szufelki pełnej śmieci kiełkują kiełki soi, na stole wyłożonym kartonem leży świeże (jeszcze) mięso, czasem z wielkiego kanistra pełniącego rolę akwarium wyskoczy ryba i potapla się chwilę na podłodze. Pracownik Sanepidu pewnie dostał by tu zawału. A mi chyba Azja zmieniła trochę „standardy” bo w ogóle mi to nie przeszkadza, a tutejsze warzywa i owoce nieznanych smaków i kształtów kuszą moje zmysły kolorami i zapachem.

zakupy w Chinach

Jako na stałą klientkę, już nikt na mnie nie zwraca tu uwagi (nie wytyka palcem, nie dostaje nerwowej czkawki ani nie wybucha śmiechem na mój widok, nie stara się sprawdzić organoleptycznie czy jestem prawdziwa), a gdy przez nieuwagę włożę do siatki nadpsute jabłko, ekspedientka w mig to wyłapie i każe wciąć ładniejsze. A potem za siaty pełne wszelkich dobroci, które pakuję w koszyk swojego prawdziwie po chińsku zardzewiałego roweru, bo nie dałabym rady bez pomocy kół i pedałów dotaskać ich do domu (takie ciężkie!) liczy 25 zł. I to wszystko zaledwie dwie ulice od mojego domu w Dameishy. I wszystko pyszne!


Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.

Chcesz więcej Pojechanych klipów? Subskrybuj kanał Pojechanej na Youtube.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka "Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin".


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

11 komentarzy do “Pojechana Movie: Chiński warzywniak