Internet za Wielkim Murem 9 komentarzy


CZYM JEST GREAT FIREWALL OF CHINA?

Great Firewall of China, zwany również Złotą Tarczą to nadzorowany przez komunistyczny rząd projekt cenzury Internetu w Chinach. Great Firewall of ChinaZanim przyjechałam do Państwa Środka, trudno mi było, jako osobie wychowanej w kraju gdzie obowiązuje wolność słowa, obserwującej na rodzimym podwórku coraz szybszy rozwój społeczeństwa informacyjnego, wyobrazić sobie jak to działa, jak się żyje za tym wielkim murem cenzury sieci. Będąc już po drugiej stronie, widzę jak często bagatelizujemy znaczenie tego projektu krępowania myśli, utożsamiając go z blokadą Facebooka i Youtube. Tymczasem według Amnesty International przepisy dotyczące Internetu obowiązujące w Chinach są jednymi z najbardziej ekspansywnych i restrykcyjnych na świecie. O co chodzi? Jak to działa? Kogo i czemu ogranicza?

JAKI JEST JEGO CEL?

The New York Times szacuje, że w Chinach może być nawet 600 milionów użytkowników Internetu. To ogromna liczba, a co za tym idzie wielka siła, która mogłaby stać się zalążkiem przemian czy nawet rewolucji kulturowych, światopoglądowych i politycznych, co rzecz jasna, nie jest na rękę komunistycznej władzy. Great Firewall of China ma na celu zneutralizowanie krytycznych opinii na temat Chin w Internecie i zapobieganie psuciu opinii publicznej i mieszaniu w głowach mieszkańców przez wrogą propagandę złych kultur (takich jak europejska) i opozycję. Do walki ze „szkodliwą wiedzą” zaprzęgnięte zostały najnowsze zdobycze techniki, skomplikowane algorytmy i cała armia oficerów specjalnej internetowej policji, której szeregi szacowano w 2011 roku (nie udało mi się dotrzeć do świeższych danych) na 50.000 osób. Liczba ta wciąż rośnie (w 2005 roku było to ok. 30.000 osób, nawet dziś znalazłam ofertę pracy dla oficera zajmującego się identyfikowaniem stron pornograficznych- bardzo atrakcyjną finansowo zresztą, wynagrodzenie roczne na poziomie 200 tys. RMB), tak jak i uszczelniania jest sieć cenzury krępującej Internet.

JAKIE TREŚCI SĄ BLOKOWANE?

Great Firewall of China

Blokowane są treści politycznie wrażliwe, informacje o wydarzeniach mogących naruszyć autorytet partii rządzącej, niewygodne fakty historyczne, nieprzychylne Chinom relacje prasowe, witryny aktywizmu politycznego, komentarze na przekór linii partii, witryny wymiany wolnej myśli (blogi, mikroblogi, sieci społecznościowe), strony religijne i  pornografia.

Zablokowane są więc platformy blogerskie takie jak WordPress czy Blogger, zablokowany jest Twitter, Facebook i Youtube. Z Internetu w Chinach nie dowiemy się kto to jest Dalai Lama VI, co Wikipedia pisze o masakrze na Placu Tiananmen, ani że istnieje taki kraj jak Tajwan. Dobrym przykładem pokazującym skalę zjawiska jest historia z zeszłego roku, kiedy to po tragicznym w skutkach wypadku Ferrari 458 prowadzonego przez syna jednego z ważnych członków Partii Komunistycznej Chin i burzy jaką wywołało to wydarzenie w Internecie, zablokowano wszystkie strony, na których znajdowało się hasło „Ferrari”.

Aby dowiedzieć się, czy konkretna strona jest w Chinach zablokowana, odwiedź stronę  En.GreatFire.Org lub Blocked In China (wpisujesz adres URL, klikasz i od razu masz odpowiedź zwrotną).

JAK DZIAŁA GREAT FIREWALL OF CHINA?

W Chinach, w czasie między wpisaniem przez użytkownika frazy w oknie przeglądarki, a pokazaniem się żądanej treści na ekranie komputera, aż 4 rzeczy mogą pójść nie tak (bądźcie łaskawi wobec sposobu w jaki będę to tłumaczyć, z informatyką mam tyle wspólnego co z obróbką skrawaniem):

  1. Blokada DNS (Systemu Nazw Domen)- po wpisaniu adresu URL, DNS wyszukuje adres IP. Jeśli DNS jest instruowany by nie wysłać zwrotnie żadnego adresu, użytkownik nie może otworzyć witryny (pojawia się komunikat „strona nie została odnaleziona”).
  2. Blokada połączenia- system nadzoru przygląda się żądaniu użytkownika i sprawdza z listą zabronionych IP- jeśli znajdzie je tam, serwer przerywa połączenie.
  3. Blokada słów kluczowych-  nawet jeśli URL nie znajduje się na czarnej liście, ale którekolwiek słowo żądanego adresu URL zawiera niedozwolony termin, połączenie będzie również zresetowane.
  4. Skanowanie stron – kiedy użytkownik (ku swojej wielkiej radości) otworzy żądaną witrynę, system nadzoru skanuje zawartość każdej strony i w przypadku zidentyfikowania niedozwolonych treści przerywa połączenie na kilka minut a nawet godzin.

Dodatkowo użytkownicy, którzy usilnie i namiętnie próbują dotrzeć do „niewłaściwych” stron mogą być zgłaszani władzom. Już teraz aby skorzystać z dostępu do sieci w kawiarence internetowej trzeba się zalogować za pomocą danych z dowodu. W grudniu 2012 władze oficjalnie ogłosiły, że będą chciały wprowadzić obowiązek logowania się dla wszystkich użytkowników Internetu w Chinach, co przekreśli ostatecznie podstawową ideę sieci- wolność wypowiedzi.

JAK OBEJŚĆ INTERNETOWY WIELKI MUR?

Oczywiście są sposoby aby przejść na drugą stronę muru- pomyśleć jednak o tym musimy przez przyjazdem do Chin, bowiem (jak się zresztą można domyślić) blokowane są tu wszelkie hasła/strony dotyczące sposobów na złamanie blokady.

Najmniej wymagające od użytkownika, bo darmowe i on-line (bez konieczności instalowania dodatkowego oprogramowania) są bramki Proxy. Są jednak też najbardziej zawodne, szybko wykrywane i blokowane, a także nie umożliwiają logowania się do serwisów (można tylko odczytywać ogólnie dostępne treści).

astrillDrugim, znanym mi i od kilku miesięcy praktykowanym, sposobem jest  łączenie się z siecią przez VPN-a (Virtual Private Network), który nie wiem jak, ale robi tak, że łączymy się przez serwer innego kraju, nie Chin. Usługa ta jest z reguły płatna (kilka dolarów amerykańskich miesięcznie) i wymaga zainstalowania specjalnego programu. Zakup usługi nie gwarantuje nam jednak 100% pewności i stabilności połączenia, bowiem chińskie władze cały czas ulepszają system kontroli Internetu i blokują kolejne VPN-y. Dodatkowo korzystanie z VPN-a (przynajmniej w Chinach) znacznie pogarsza jakość (i tak słabego) łącza. Ale da się, trzeba czasem tylko trochę się pogimnastykować (i rzucić czymś nietłukącym gdy 5 zdjęć ładuje się godzinę na fanpejdża).

JAKI STOSUNEK DO CENZURY INTERNETU MAJĄ CHIŃCZYCY?

Część obywateli Chin oczywiście obchodzi blokadę i korzysta z dobrodziejstw wolnego dostępu do informacji. Niektórzy z nich tworzą nawet witryny głoszące opozycyjne wobec polityki Partii Komunistycznej treści, inni odważnie komentują wydarzenia w kraju i na świecie. Z pewnością gdzieś takie osoby w Chinach są, ja jednak nikogo takiego nie spotkałam. Chińczycy, których poznałam raczej nie korzystają z luk w murze cenzury, a jeśli nawet, to ich ciekawość świata zdaje się być bardzo powierzchowna. Wielu z nich zostało tak zindoktrynowanych przez system, że ufają władzy, która dla ich dobra chroni ich przed napływem wieści ze złego świata:

– Nie wkurza cię, że ktoś za ciebie decyduje co jest dobre, a co złe? Przecież jesteś inteligentnym, wykształconym człowiekiem i sam możesz odróżnić prawdę od kłamstwa.

– Ja tak, ale co z prostymi, niewykształconymi ludźmi? Dostęp do zbyt dużej ilości informacji tylko namieszałby im w głowach, nie umieli by ocenić gdzie jest prawda, mogliby zaufać wrogiej propagandzie.

I nie jest to bynajmniej efekt zastraszenia, bowiem te same osoby nie mają problemu z głośnym krytykowaniem działań rządu w innych obszarach.

Ku mojemu zaskoczeniu, również Chińczycy, którzy mieszkali poza granicami Chin i doświadczyli dobrodziejstw nieocenzurowanej sieci, po powrocie do kraju wcale nie szukają drogi by obejść Złotą Tarczę. Co więcej, oni (cały czas mam na myśli Chińczyków, których znam) nie traktują Internetu jako źródła wiedzy, nie mają tego nawyku by o wszystko pytać wyszukiwarkę. Chińczycy gdy chcą się czegoś dowiedzieć, powiedzmy, że z gatunku wiedzy praktycznej, np. gdzie można wypożyczyć rower, albo pod jakim numerem telefonu można zamówić taksówkę, zapytają po kolei znajomych i rodziny i jeśli nie otrzymają odpowiedzi, uznają, że się nie da. Podczas mojego nauczycielskiego epizodu zdarzyło się kilka razy, że jedna z chińskich nauczycielek przyszła do mnie z zapisanym na karteczce słowem żeby zapytać czy „tak się to pisze”- dla mnie wprost niebywałe biorąc pod uwagę, że miała do dyspozycji komputer z dostępem do Internetu. Sieć służy im jednak głównie do zakupów i rozrywki rozumianej jako gry i oglądanie telewizyjnych „śpiewających” show, a nie jako podręczny zbiór łatwo i szybko dostępnej informacji, do czego przywykliśmy na Zachodzie.

Podsumowując, w moim odczuciu komunistyczny rząd wyrządził swoim obywatelom dużo większą krzywdę niż tylko blokada dostępu do informacji- oduczył ich szukania, dociekania na własną rękę, oduczył ich ciekawości świata. Sytuacja ta będzie się pogłębiać, gdyż polityka wobec Internetu w Chinach jest coraz bardziej zaostrzana.

źródła grafik: Tech in Asia, Net Bridge Global

 W związku z powtarzającymi się w mailach pytaniami, podaję namiar na dostawcę VPN, z którego usług korzystamy: Astrill.com.

 

Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij TU i zapisz się do newslettera!

Podoba Ci się? Podaj dalej! Twoja rekomendacja bardzo mnie ucieszy.


O Aleksandra Świstow

Dziennikarka i socjolożka, uzależniona od pisania pasjonatka podróży, miłośniczka gór i rozgadana pilotka wycieczek do Azji. Laureatka Travelerów National Geographic Polska w kategorii Blog Roku. Odwiedziła ponad 40 krajów, mieszkała w 3, by w końcu znaleźć swój dom we francuskich Alpach. W czerwcu 2015 ukazała się jej debiutancka książka „Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin”.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 komentarzy do “Internet za Wielkim Murem

  • Just me

    No właśnie, jednym z licznych banafitów podróży jest możliwość docenienia tego, co się ma, choćby i na codzień nam się nie podobało…

    Ciekawy wpis, widać, że poszperałąś i starannie przygotowałaś 🙂

  • djbobo

    CYTAT – Nie wkurza cię, że ktoś za ciebie decyduje co jest dobre, a co złe? Przecież jesteś inteligentnym, wykształconym człowiekiem i sam możesz odróżnić prawdę od kłamstwa.

    Powiem tyle z osobistych doświadczeń Europejczyka W UE i podróżującego również po chinach. Nie doświadczyłem tak wielkiej wolności od dawien dawna jak Właśnie w Chinach. Brak fejsa oraz yotuba nazwyanie tego jako brak wolności PROSZĘ cha cha . A co do odróżniania prawdy od kłastwa w świecie idoktrynacji rodem z TVN czy TVP ?? lub tego co nam wciska UE oraz nasz Nie-rząd. przykałady ZUS ( dobrodziejskie państwo dbające o obywatela ) jako dobry TATUśktóry traktuje duże dzieci jako te które nie potrafią zadbać sami o swoją przyszłość . az po takie podstawowe jak zapinanie pasów w samochodzie czyli to prawo ma stanowić oo tym czy mam ochote sobie jeździć z czy bez pasów w kasku czy bez kasku na rowerze ? To ma być wolność ????

  • hasita86

    To jak to jest, że moi chińscy studenci, którzy powrócili do Chin używają normalnie Facebook’a i paru innych zablokowanych stron? Nie wierzę, żeby wszyscy używali VPN-a.

    I tak z ciekawości myślę, że jeszcze powinnaś napisać o popkulturze w Chinach, o kinach, itp. 🙂

    • Ola Świstow Autor wpisu

      Ja bym wiary w to nie mieszała 😛 To jest fakt, Facebook jest w Chinach zablokowany i żeby z niego korzystać trzeba blokadę obejść. Z okazji 25 rocznicy Masakry na Placu Tiananmen (dwa tygodnie temu) chiński rząd wyciął też całego(!) Googla i nie wiadomo kiedy (i czy w ogóle) przywrócą dostęp do niego swoim obywatelom.

      I będzie, będzie, mnóstwo tematów czeka w kolejce 🙂

  • gość

    „Great Firewall of China ma na celu zneutralizowanie krytycznych opinii na temat Chin w Internecie i zapobieganie psuciu opinii publicznej i mieszaniu w głowach mieszkańców przez wrogą propagandę złych kultur (takich jak europejska) i opozycję.”

    Mnóstwo gadania o tym, jakie to niby ideologiczne przyczyny stoją za wielkim firewallem, a ani słowa o prawdziwych, a przynajmniej najważniejszych powodach: obronie własnego rynku przed międzynarodowymi gigantami, z którymi chińskie firmy nie miałyby szansy konkurować na równych warunkach. Poza tym Chińczycy mają mnóstwo własnych platform social networkowych i wideo.

    „Z Internetu w Chinach nie dowiemy się kto to jest Dalai Lama VI, co Wikipedia pisze o masakrze na Placu Tiananmen, ani że istnieje taki kraj jak Tajwan.”

    Jestem w Chinach, obecnie nie mam odpalonego żadnego VPN-a. Czytam sobie na chińskiej (!) Wikpedii o tym, że Tajwan jest obecnie praktycznie utożsamiany z takim państwem, co się nazywa „Republika Chin”. I co?

    „Dodatkowo użytkownicy, którzy usilnie i namiętnie próbują dotrzeć do „niewłaściwych” stron mogą być zgłaszani władzom.”

    Bzdura, wszyscy to tu mają w dupie. To działa na takiej zasadzie, że jak jesteś dość sprytny, żeby ominąć firewall, to zyskujesz przywilej odwiedzania blokowanych stron.

    „Wielu z nich zostało tak zindoktrynowanych przez system, że ufają władzy, która dla ich dobra chroni ich przed napływem wieści ze złego świata”

    A nie zastanawia Pani, jak ci „zindoktrynowani” Chińczycy mieliby cokolwiek zrozumieć z tego „wolnego” internetu? Z VPN-ów korzysta praktycznie tylko elita, bo pozostali ni w ząb nie gadają po angielsku, a czytanie materiałów z Tajwanu czy Hongkongu nie jest zbyt wygodne z uwagi na inne pismo.